niedziela, 21 grudnia 2014

Nie tylko Gaudi, czyli spacer po Barcelonie


Gdy za oknem szaro, buro i ponuro, może lepiej zamiast chować się pod kołdrą w domu, zorganizować sobie jakiś wyjazd? :) Jednym z miast, które możemy polecić jest Barcelona. Miejsc wartych tutaj zobaczenia starczy spokojnie na kilkudniowy pobyt. 

Barcelona, czyli Gaudi i nie tylko...

piątek, 5 grudnia 2014

Craiova. Rumunia

W Craiova wylądowaliśmy o 11:00 czasu lokalnego, czyli o 10:00 czasu środkowoeuropejskiego. Nawierzchnia pasa startowego poskładana mniej lub bardziej dokładnie z betonowych płyt. Poza tym lotnisko niewielkie, ale posiada wszystko co niezbędne do sprawnego funkcjonowanie. Plusem jest fakt, że port lotniczy znajduje się zaledwie 6 km od miasta, można się więc przejść napawając się...urokiem tutejszych przedmieść. 
P.S. Spokojnie, chodnik jest...gdzieniegdzie:). 

Wszechobecne blokowiska.
Miasto zdominowane jest przez blokowiska. De facto ciężko tu o Starówkę. Craiova powstała w już w średniowieczu, ale rozrosła się mocno i szybko dopiero po II wojnie światowej. Widać to po szerokich alejach zabudowanych blokami, których stan pozostawia wiele do życzenia. Standardowym widokiem są niedokończone inwestycje, budynki częściowo ocieplone styropianem, niszczejące materiały elewacyjne lub też zwyczajny ich brak... 

niedziela, 2 listopada 2014

Spacer po Sztokholmie

Do Szwecji dolecieliśmy wieczorem i po nocy spędzonej na lotnisku zaczęliśmy łapać stopa do Sztokholmu (odległość z lotniska Sztokholm Skavsta do Sztokholmu wynosi 90 km!). Skład: 2 chłopaków + dziewczyna - spodziewaliśmy się czekania dłuższego niż zwykle...a tu nie! Po mniej więcej 30 minutach zatrzymała się kobieta, otworzyła drzwi i powiedziała: „I`m sorry but I don`t speak Swedish”...my właściwie też:). Okazało się, że pochodzi z Węgier. Zawiozła nas aż do Mälarhöjden, czyli na obrzeża Sztokholmu, gdzie mieszkała. Po tym, jak zgłębiliśmy ceny biletów na przejazd do centrum, postanowiliśmy się tam przejść...w końcu, co to jest 10 km?:) Początkowo minęliśmy Hägersten – dzielnicę domków jednorodzinnych, a następnie Liljeholmen, gdzie krajobraz miasta zdominowały zatopione w zieleni bloki.  W oknach brak żaluzji i zasłon, idąc chodnikiem bez trudu można było uchwycić, czy ktoś zdążył posprzątać po śniadaniu, czy też w pośpiechu pojechał do pracy.

Architektura jest tu bardzo stonowana, bez zbędnych dekoracji, szaleństw w formie, czy elewacjach.

Sztokholm, jak parę innych miast, nazywany jest Wenecją północy. Pasuje. Pierwszy most (podobno jest ich 54!) poprowadził nas na wyspę Sodermalm, znajdującą się o krok od centrum Sztokholmu. Nagrodą za podejście na najwyższe punkty wyspy są piękne widoki na Stare Miasto.
Ciekawe rozwiązania ulic!

niedziela, 5 października 2014

Autostopem do Szkocji!

Wczesną wiosną bieżącego roku wyruszyliśmy autostopem z Bydgoszczy do Szkocji (i nie mamy tu na myśli podbydgoskiej wsi o tejże nazwie:).
Planowana trasa: Bydgoszcz – Edynburg (2060 km)
Przebyta trasa: Bydgoszcz – Newcastle (1900 km)
Podróż zajęła nam trzy dni.
         Pierwszego dnia dotarliśmy do miejscowości Goch znajdującej się tuż przy niemiecko-holenderskiej granicy – pokonaliśmy 960 km. Spaliśmy na ławce w parku, było cicho, spokojnie i nawet względnie ciepło.
Drugiego dnia pokonaliśmy 800 km przemierzając Holandię, Belgię, Francję oraz Anglię, gdzie osiągnęliśmy okolice Leeds. Noc częściowo spędziliśmy w tirze, a częściowo na stacji benzynowej.
Trzeciego dnia ledwo udało nam się pokonać ostatnie 300 km i tym samym dotrzeć do Szkocji... ale po kolei.
Szkocja? Nie, to okolice Goch:)

niedziela, 21 września 2014

Santiago de Compostela-Finisterra, 16-18.09.2014r.


Była to prawdziwa próba zdobywcy! Głównie za względu na pogodę... lało, wiało, a dzienne odcinki, które sobie wyznaczyliśmy do krótkich nie należały. Najgorsze uczucie było rano tuż przed wyjściem, kiedy to człowiek widział tą ciemność (w Hiszpanii robi się teraz jasno dopiero ok.8), słyszał ścianę deszczu, wichurę... i zastanawiał się, czy to już jest masochizm, czy jeszcze nie.
Szlak z centrum Santiago do Przylądka Finisterra (po galicyjsku-Fisterra) liczy niecałe 90 km. Początkowo prowadzi przez tereny często bezludne, jednak gdy dotarliśmy na wybrzeże mijaliśmy już miejscowość za miejscowością. Także i tu nie zaobserwowaliśmy okiennic - nie ma ich w całej północnej Hiszpanii! Bardzo popularne są za to duże okna przypominające trochę portfenetry.

czwartek, 18 września 2014

Fonsagrada-Santiago de Compostela, 11-16.09.2014r.

Szlak. Zostawiliśmy w tyle wyżynne tereny, powoli wchodząc w bardziej zaludnioną okolicę.  Jednak pomimo większej ilości wsi, nadal pojawiały się problemy ze zwykłym kupnem jedzenia. 
Ostatnie dni na spokojnym Camino Primitivo. 
Taaka metropolia.
Galicyjska odmiana horreo.
       Jedynym sporym miastem pomiędzy Oviedo a Santiago jest Lugo. Największą ciekawostkę stanowią tu świetnie zachowane mury obronne z czasów Imperium Rzymskiego.

czwartek, 11 września 2014

Oviedo-Fonsagrada, 7-10.09.2014r.

     W Oviedo weszliśmy na Camino Primitivo, jak już wspominaliśmy, najstarszy ze wszystkich szlaków prowadzących do Santiago. Jego historia związana jest z królem Asturii, Alfonsem II Cnotliwym. To on w IX w. zlecił wybudowanie świątyni w miejscu domniemanego grobu św. Jakuba i wyznaczył pierwszy szlak tam prowadzący.
    Szlakiem tym podąża niewielu wędrowców. Związane jest to zarówno z górską przeprawą, jak i niedogodnościami wynikającymi z panującego tutaj powszechnie... odludzia. Raz na kilka, kilkanaście kilometrów przechodzi się przez niewielką wieś (dosłownie kilka domów), a miejsca zaznaczone na mapach jako miasta posiadają zazwyczaj mniej niż tysiąc mieszkańców, nie istnieje żaden transport publiczny je łączący, a jedzenie można kupić jedynie w niewielkim sklepiku (prowadzonym na tyłach baru).  
Rzadki przypadek zadbanej wsi.

niedziela, 7 września 2014

San Vincente de la Barquera-Oviedo, 2.-6.09.2014r.

        Krajobraz. Dominuje zieleń. Zdecydowanie! Czasami aż trudno uwierzyć, że wędruje się przez Hiszpanię. Bardzo często występują lasy eukaliptusowe, lecz nie jest zbyt pozytywne zjawisko. Roślina ta szkodliwie zmienia ekosystem, jednak jej uprawy są popularne ze względów ekonomicznych. Nie jest to kwestia zdrowotnych olejków, ani też misiów koala, lecz drewna, które można pozyskać już kilka lat po zasadzeniu eukaliptusa.

Skały, morze i my.
Wychodząc z lasu eukaliptusowego.
Na horyzoncie Picos de Europa.

wtorek, 2 września 2014

Bilbao-San Vicente de la Barquera, 28.08. -1.09.2014r.

Krajobraz. W Kantabrii widzieliśmy niesamowicie zróżnicowane wybrzeża, w większości skaliste. Mogliśmy także podziwiać z daleka Picos de Europa, najwyższy masyw górski w północno-zachodniej Hiszpanii (do 2600 m n.p.m.). Ogólnie jednak pokonujemy mniejsze różnice wysokości niż w Kraju Basków.

Klify Kantabrii.
Uroki Camino del Norte. 

czwartek, 28 sierpnia 2014

San Sebastian (Donostia)-Bilbao, 24.-27.08.2014

     Wędrujemy szlakiem Camino del Norte, który także prowadzi do Santiago de Compostela, jest jednak znacznie mniej popularny niż Camino Frances...dlatego go wybraliśmy. Wiedzie tuż przy wybrzeżu Morza Kantabryjskiego, zarówno przez wsie, jak i duże turystyczne miejscowości, przez góry i doliny, tereny gdzie mówi się zarówno po hiszpańsku, jak i po baskijsku. Ten ostatni język jest o tyle ciekawy, że nie przypomina żadnego z funkcjonujących obecnie w Europie.
Trochę baskijskiego.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Figeac-Donostia (San Sebastian), 20.-23.08.2014r.

            Veni! vidi! vici! Częściowo pieszo, częściowo autostopem pokonaliśmy ostatni etap we Francji. W tym miejscu chcemy zdementować powszechnie krążącą w Europie plotkę, iż Francuzi nie mówią po angielsku, bo są na to za dumni, czy inne takie bzdury. Rozmawialiśmy z ludźmi idąc po szlakach, jadąc autostopem, odpoczywając na kempingach czy w domach u couchsurferów... i wszyscy zwyczajnie narzekali na zbyt pobieżne podejście do języków obcych w szkołach. Wygląda na to, że to nie społeczeństo wykazuje się ignorancją językową, a osoby odpowiedzialne za edukację.

I kolejna malownicza francuska wioska.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Le Puy-Figeac, 16.-19.08.2014r.

Przez ostatnie kilka dni przechodziliśmy przez Masyw Centralny - górzysty obszar południowej Francji. W architekturze tutejszych miejscowości dominuje kamień. Stanowi to dla nas ciekawą odmianę po drewniano-ceglanym budownictwie Niemiec i Szwajcarii. Po drodze nie mijaliśmy żadnych dużych miast, raczej wsie i miasteczka. W okolicy Aubrac wędrowaliśmy przez malownicze pastwiska, dosłownie tuż obok krów...i byków.  
Doglądając swoich posiadłości.
Typowy krajobraz wsi południowej Francji.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Thun-Le Puy, 5.-15.08.2014r.

      Odcinek ten ciekawy był o tyle, iż po drodze zahaczyliśmy także o Berno, Basel, Frankfurt, Offenburg, Berlin, Poznań, a nawet Bydgoszcz:).
Wcześniej kilkakrotnie podróżowaliśmy autostopem po Europie, jednak nigdy w sezonie wakacyjnym. Dopiero teraz przekonaliśmy się, że ten sposób przemieszczania się nadal prężnie  funkcjonuje! Spotykaliśmy innych stopowiczów, co wiosną i jesienią nie miało miejsca. 
Wiele razy jechaliśmy z kierowcami z krajów, w których nigdy nie byliśmy m.in. Macedonii, Bułgarii, Turcji i Iraku (od tego pana dowiedzieliśmy się, że w Szwajcarii przepisy drogowe są tak surowe, iż miliarderzy z różnych stron świata prześcigają się tu w zdobyciu jak najwyższego mandatu...). Podróżując autostopem poznaje się często nietypowych ludzi. Nigdy nie wiadomo też, czy kolejny etap podjedzie się rozklekotanym hipisowskim wozem, czy luksusowym kabrioletem:).
Na szlak wróciliśmy w Lyon. Miasto to nazywane jest "małym Paryżem". Widać to szczególnie po szerokich bulwarach zabudowanych monumentalnymi kamienicami.
       Wychodziliśmy stąd długo, snując się przez rozległe przedmieścia.


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Schwyz-Thun, 1.-4.08.2014r.

        Alpy!
Vierwaldstaettersee (Jezioro Czterech Kantonów)
Widok ze statku na Klein Mythen i Gross Mythen
Idąc do Stans.
Przy Beckenried.

piątek, 1 sierpnia 2014

Konstanz-Schwyz, 29.-31.07.2014

         Szwajcarską granicę przekroczyliśmy bezboleśnie, obyło się nawet bez sprawdzenia dowodów - Szwajcaria znajduje się w strefie Schengen. Na pierwszy rzut oka niewiele różniła się od Niemiec. Tylko trochę mniej pól, a więcej pastwisk. Z czasem zaczęliśmy wchodzić na teren górzysty. Już drugiego dnia naszego pobytu w tym kraju pokonaliśmy różnicę wysokości około 600 m. Widoki na wyższą partię Alp zapewne byłyby przecudne, gdyby nie fakt, że cały dzień padało.

Początek górzystej Szwajcarii.

wtorek, 29 lipca 2014

Ulm - Konstanz 25.-28.07.2014

Chyba najbardziej na tym odcinku zaskoczyła nas monotonność terenu. Zbliżaliśmy się do szwajcarskiej granicy, a było płasko jak w Bydgoszczy. Zaskoczyło nas także to, iż ani razu nie musieliśmy spać na dziko w lesie. Dwukrotnie skorzystaliśmy z Couchsurfing, raz z pola namiotowego...a raz, kiedy nie mieliśmy żadnego noclegu, już pod wieczór, w małej wsi zagadała do nas Niemka (ogólnie Niemcy bardzo często do nas zagadują) i zaproponowała nocleg w swoim domu. Po prostu wzięła dwie zupełnie obce sobie osoby i ugościła jak rodzinę! Czuliśmy się jakbyśmy spotkali własną babcię na południowym krańcu Niemiec! Wieczorem pomagaliśmy jej i jej mężowi łapać króliki na polu:). 

Najlepsza metoda na wysuszenie ręcznika:)

niedziela, 27 lipca 2014

Noerdlingen - Ulm 22.-24.07.2014

        Od Noerdlingen aż do Ulm przemierzaliśmy tereny typowo rolnicze, włócząc się wśród pól, pastwisk i sadów. Czyli ogólnie liczba ucywilizowanych miejsc spadła do zupełnego minimum. Po wyjściu z miasta, którego Starówka ocalała dzięki uciekającemu prosiakowi, przechodziliśmy jedynie przez Giengen an der Brenz (tam narodził się pomysł produkcji pluszowych misiów) oraz Ulm (gdzie wróbel pomógł budowniczym rozwiązać problem przetransportowania drewnianej beli przez bramę)... byliśmy jeszcze w Neresheim... które dziwnym trafem nie zawdzięcza swojego rozwoju żadnemu zwierzęciu. Zawdzięcza go benedyktynom. Ich okazałe, barokowe opactwo, umieszczone na wzgórzu, zdecydowanie dominuje w okolicy. Oprócz ww. miejscowości w ciągu trzech dni nie minęliśmy żadnego, chociażby najmniejszego miasteczka.

Rolnicze rejony Niemiec.
Tubylcy zawsze obserwują nas z ciekawością.

wtorek, 22 lipca 2014

Graefenberg - Noerdlingen 18.-21.07.2014

Idziemy już miesiąc. Przez ten czas przebylismy około tysiąca kilometrów, pokonując dziennie coraz większe odległości. Z Graefenbergu szlak prowadzi do Nuernbergu (Norymberga), liczy 38km, czyli jest to odcinek spokojnie do przejścia. Warto jednak wspomnieć, że na górze Teufelstisch urywa się (mapa, kompas, gps dla bardziej wygodnych, cokolwiek!). Teufelstich znaczy tyle co diabelski stół. Tego dnia diabelski był także upał. Po przebyciu ponad 25 km postanowiliśmy łapać stopa. W Norymberdze poszliśmy prosto do naszej dzisiejszej hostki - Arzu. Porozmawialiśmy troszkę, poczekaliśmy aż słońce przestanie spalać i udaliśmy się do centrum. Bardzo duże Stare Miasto i bardzo ładne. Podczas II wojny światowej zniszczone zostało 90% Norymbergi. Obecnie prezentuje się zdecydowanie lepiej niż Drezno, które spotkał podobny los. Do Arzu wróciliśmy po 21 i razem zjedliśmy typowo turecki obiad. Dla niej był to pierwszy posiłek od wielu godzin, postanowiła bowiem w tym roku wyjątkowo przestrzegać ramadanu. Jedzenie było dosyć  ostre i miało bardzo intensywny zapach! 

W drodze.
Norymberga.

niedziela, 13 lipca 2014

Dresden - Hof, 8.-13.07.2014

18.
Fascynujący dzień. Nocą przez Drezno przeszła potężna burza. Mieliśmy szczęście, że akurat nie spaliśmy pod chmurką, a w schronisku. Trzeba przyznać, że niemieckie schroniska mają standard zapewne niejednych polskich hoteli. Po drugiej stronie Łaby miasto, oprócz starówki, prezentuje się bardzo słabo. Obdrapane budynki, pełno śmieci, zarośla, graffiti, powybijane szyby w oknach.  Drezno znajduje się w dolinie, więc kiedy je opuściliśmy zaczęliśmy wdrapywać się na solidną górę. I później znowu, i znowu, i strome zejście, strome podejście, zejście, podejście, góra, dół. Po ponad dwóch godzinach takiego marszu usiedliśmy na ławce i wyrzuciliśmy do śmietnika wszystko, co nie było niezbędnie konieczne. Upał był nieziemski. Gdy doszliśmy do lasu usłyszeliśmy pierwsze grzmoty. Grzmiało coraz mocniej przez ponad pół godziny, ale nie padało. Kiedy w końcu zaczęło, widzieliśmy jedynie ścianę deszczu. Po wszystkim nasze peleryny przetrwały, ale w butach pływało. Do Grillenburga (!), z racji biegu podczas ulewy, dotarliśmy znacznie szybciej niż planowaliśmy. Okazało się tam, że nie ma żadnego busa do Freibergu, mimo, iż miasto to znajduje się w odległości 13 km. Zaczęliśmy więc łapać stopa. Zatrzymał się pierwszy przejeżdżający samochód! We Freibergu spaliśmy u Katrin z Couchsurfing w niezwykle klimatycznym mieszkaniu studenckim... właściwie to cała kamienica była studencka:).

Niemcy, jak widać, przejmują się mundialem:)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Zgorzelec - Dresden (Drezno), 4.-7.07.2014

14.
Sprawnie opuściliśmy Zgorzelec. Goerlitz ze swoją majestatyczną katedrą oraz zadbanym rynkiem prezentuje się znacznie lepiej. Już od rana dzień był upalny. W żadnej z następnie minionych wsi nie uraczyliśmy sklepu. Może i ładne są te wsie,  tylko z zadbanymi domami jednorodzinnymi, czy gospodarstwami, ale to takie...dziwne, niepolskie. Ludzie tutaj, gdy chcą zrobić zakupy jadą do miast, no tak, ale tutaj każdy ma samochód i nie martwi się o cenę paliwa. Dla nas oznacza to robienie większych, czyli cięższych zakupów przy miejscowościach z jakimkolwiek zapleczem spożywczym:(. Dzisiejszego dnia pokonaliśmy pierwsze porządniejsze pasmo wzniesień . Gdy wdrapaliśmy się najwyższy tutejszy szczyt, naszym oczom ukazały się skały do złudzenia przypominające Szczeliniec w Górach Stołowych. Dalej mijaliśmy na przemian  wsie (żadnych sklepów) oraz pola uprawne. Spaliśmy luksusowo w lesie pełnym malin:).

Wchodząc do Niemiec.
Samotna góra.

czwartek, 3 lipca 2014

Leszno-Zgorzelec, 29.06. - 3.07.2014r

9.
Z Leszna do Głogowa podjechaliśmy stopem. Starówka tego miasta podczas II wojny światowej została zniszczona w 95%. Obecnie zdecydowana większość została odbudowana i prezentuje się to naprawdę dobrze. Trasa do Jakubowa, czyli rzekomo polskiego Santiago de Compostela, była bardzo kiepsko oznaczona. Stoi tam średniowieczny kościół, jednak nie można do niego wejść. Charakterystycznym dla szlaku jakubowego jest zbieranie pieczątek z miejsc, do których się dotarło. Co ciekawe tutaj nawet to było niezwykle problematyczne. Spaliśmy dzisiaj w Polkowicach (podziękowania dla państwa Gmurów).


Widok z wieży ratuszowej w Głogowie.
Kościół św. Mikołaja w Głogowie - nieodrestaurowany od czasów II wojny światowej.

niedziela, 29 czerwca 2014

Z Poznania do Leszna, 26.- 28. 06. 2014r.

Planowo blisko połowę dzisiejszej trasy stanowiło wydostanie się z Poznania. Muszelkowe oznaczenia trafiają się tu raz na ruski rok, najlepiej jest znać miasto lub mieć jego mapę. Po minięciu najdalej wysuniętych poznańskich przedmieść szliśmy szosą w lesie, później wśród bezkresnych pól. Cywilizacja praktycznie zniknęła. Chcieliśmy spać dzisiaj w ośrodku ZHP w Rogalinku, ale kiedy w końcu tam dotarliśmy, po ponadgodzinnej przeprawie przez lat oraz milionie ugryzień komarów okazało się, ze skoro nie jesteśmy harcerzami, to nie możemy się tam zatrzymać. Hm...obiekt był ogromny i zupełnie pusty, więc kierownik musiał mieć naprawdę ograniczone horyzonty. Odeszliśmy stamtąd czym prędzej. Po drodze natknęliśmy się na fascynującą wieś - Sowiniec. Jest to mała osada z WIELKĄ, ogrodzoną potężnym murem z kolcami, posiadłością. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, iż zamieszkuje tam nowobogacki milioner dysponujący armią ochroniarzy, własnym samolotem, stadniną koni i polem do gry w polo. Tymczasem my noc spędziliśmy luksusowo w pobliskim lesie.

Start w Poznaniu.
Skromne chaty i posiadłość możnowładcy na jednej ulicy. 

piątek, 27 czerwca 2014

Z Gniezna do Poznania

24. - 25. 06. 2014r.

Przy katedrze weszliśmy już na oznaczony szlak. Przeszliśmy Piekary, Braciszewo (droga tam prowadziła przez prawie całkowicie zarośniętą polną drogę), Rzegnowo, Żydówko, Siemianowo oraz Waliszewo. Ludzie na ogół odprowadzają nas zdziwionym, bądź też rozmarzonym wzrokiem, czasami jednak zagadają, np. w Sławnie, padło częste pytanie "A dokąd to idziecie?". Po tym, jak usłyszeli, że do Hiszpanii pojawił się równie częsty odzew "O kur...!". I tak to wygląda...no nie zawsze:). Za miejscowością Głębokie snuliśmy się pośród pól, gdzie zboża przeplatały się z makami oraz chabrami i tak dotarliśmy prawie do Charzewa, następnie do Turostowa. Miejscowość powitała nas opustoszałymi PGR-ami, dopiero później pojawiły się stare domy jednorodzinne. Spokojnie zjedliśmy tam kolację z myślą, że właśnie przeszliśmy 34 km oraz, że jest to ostatnie jakkolwiek cywilizowane miejsce tego dnia. Spaliśmy dzisiaj w lesie, jakieś 5 km od wsi. 

Szlak z Barciszewa do Rzegnowa.
No to jutro w Santiago.

czwartek, 26 czerwca 2014

Z Bydgoszczy do Gniezna


21 - 23. 06. 2014r.  

     Z Bydgoszczy do Gniezna trasę wyznaczyliśmy sobie sami. Początkowo szliśmy zielonym szlakiem turystycznym poprzez dobrze znany nam las. Było chłodno (nawet bardzo), ale nie padało (jeszcze). Kropić zaczęło tuż za obwodnicą. Lasami dotarliśmy do Murowańca, następnie wędrowaliśmy obok kanału Noteckiego aż do Zamościa. W Rynarzewie weszliśmy na niebieski szlak turystyczny. Prowadził on przez Szkocję, Łachowo oraz Szubin Wieś.  Po drodze mieliśmy spotkanie z wielkim, czarnym dzikiem. Stał w polu tuż przy drodze, na szczęście był zbyt zajęty jedzeniem, aby zareagować. Zaskoczeni własnym tempem (niespowodowanym spotkaniem dzika:)) dotarliśmy do Szubina na chwilę przed 15. Nasza gospodyni ugościła nas gorącym obiadem, później padliśmy jak muchy, a następnie wybraliśmy się na spacer po Szubinie. 

Wzdłuż kanału.

środa, 25 czerwca 2014

Ekwipunek

Skompletowanie sprzętu i spakowanie się nie należało do łatwych. Wypełnienie zalecenia, aby waga plecaka wynosiła maksymalnie 1/10 masy ciała, było niemożliwe. Do naszego ekwipunku należą:

-namiot; 2-osobowy, super-lekki i super-ciasny zarazem;)
-peleryny przeciwdeszczowe
-śpiwory + koc
-karimaty (z warstwą folii aluminiowej)
-buty pełne i sandały
-ubrania zarówno na chłodne, jak i upalne lato
-aparat fotograficzny
-apteczka
-kompas + mapy (zrobione własnoręcznie dzięki Google Earth)
-podstawowe przybory kosmetyczne
-niezbędniki typu: scyzoryk, zapałki, taśma izolacyjna etc
-sporą część wagi bagażu stanowi woda oraz prowiant.