niedziela, 13 lipca 2014

Dresden - Hof, 8.-13.07.2014

18.
Fascynujący dzień. Nocą przez Drezno przeszła potężna burza. Mieliśmy szczęście, że akurat nie spaliśmy pod chmurką, a w schronisku. Trzeba przyznać, że niemieckie schroniska mają standard zapewne niejednych polskich hoteli. Po drugiej stronie Łaby miasto, oprócz starówki, prezentuje się bardzo słabo. Obdrapane budynki, pełno śmieci, zarośla, graffiti, powybijane szyby w oknach.  Drezno znajduje się w dolinie, więc kiedy je opuściliśmy zaczęliśmy wdrapywać się na solidną górę. I później znowu, i znowu, i strome zejście, strome podejście, zejście, podejście, góra, dół. Po ponad dwóch godzinach takiego marszu usiedliśmy na ławce i wyrzuciliśmy do śmietnika wszystko, co nie było niezbędnie konieczne. Upał był nieziemski. Gdy doszliśmy do lasu usłyszeliśmy pierwsze grzmoty. Grzmiało coraz mocniej przez ponad pół godziny, ale nie padało. Kiedy w końcu zaczęło, widzieliśmy jedynie ścianę deszczu. Po wszystkim nasze peleryny przetrwały, ale w butach pływało. Do Grillenburga (!), z racji biegu podczas ulewy, dotarliśmy znacznie szybciej niż planowaliśmy. Okazało się tam, że nie ma żadnego busa do Freibergu, mimo, iż miasto to znajduje się w odległości 13 km. Zaczęliśmy więc łapać stopa. Zatrzymał się pierwszy przejeżdżający samochód! We Freibergu spaliśmy u Katrin z Couchsurfing w niezwykle klimatycznym mieszkaniu studenckim... właściwie to cała kamienica była studencka:).

Niemcy, jak widać, przejmują się mundialem:)
Ciemna strona Drezna.

Przemierzając góry i doliny z wielkim plecakiem na plecach.
U Katrin:)
19.
Od rana padało,  jednak my wytrwale ruszyliśmy w drogę. Przed południem przestało, ale do tego czasu zostawiliśmy w tyle Freiberg, Oberschoena (obok znajduje się wieś Frankenstein) i Oederan. W lesie przed Falkenau wczorajsza burza pozostawiła po sobie połamane gałęzie, konary, a nawet całe drzewa. Dzisiaj chcieliśmy spać w Chemnitz, w schronisku przy Giesserstrasse, ale na miejscu dowiedzieliśmy się, że od jakiegoś czasu nie funkcjonuje. Znaleziono nam inne, a nawet załapaliśmy się na podwózkę. Znajdowało się w centrum, w poprzemysłowym budynku. Wystrój wnętrz też był mocno industrialny.

Rynek we Freibergu.
Wielka wełniana skarpeta w małym niemieckim miasteczku;)
Skutki wczorajszej burzy.

20.
W Chemnitz starówka w znacznej części składa się z nowoczesnych budynków. Z miasta wyszliśmy parkiem przy rzece. Następnie przedzieraliśmy się przez polne drogi, przez co w naszych butach pływało...znowu. W miejscowości Adorf szlak się urwał, musieliśmy iść więc zgodnie z kompasem. Widać, że zbliżamy się do Bawarii-na rynkach miast pojawiają się wysokie słupy z np. herbami pobliskich miejscowości i dużym wieńcem na szczycie. Ponadto ludzie mówią tu już z innym akcentem... Po południu przestało padać, a z mijających nas później potężnych czarnych chmur nie spadła już ani kropla. Spaliśmy w lesie w towarzystwie miliona pokrzyw.

Targowisko w wielkim mieście-rynek w Chemnitz.
Marząc o wodoodporności...
Maibaum, czyli po polsku Słup majowy.
A dzisiaj śpimy w lesie...
Deszcz...pada na mózg
21.
Z rana długo szliśmy wzdłuż autostrady A73. Dalej szlak prowadził dosyć naokoło (przez Zwickau), więc skróciliśmy sobie drogę idąc prosto na Wilkau-Hasslau. Spaliśmy na polu namiotowym, gdzie herbatę, czy zupkę zalewa się wodą nie z czajnika, a z kranu* ...i faktycznie zaparza się bez problemu. Wieczorna burza potwierdziła wodoodporność naszego namiotu:).

*W Niemczech normalnie pije się wodę z kranu.

Kolejka wąskotorowa na kempingu, a tuż za płotem normalna linia kolejowa.
22.
Przeszliśmy dzisiaj ponad 40 km.  Nie wiem, czy wyglądamy tak marnie, czy też dlatego, że nasza podróż jest tak długa i chyba ciekawa:), w różnych miejscach płacimy mniej niż powinniśmy. Tak jak dzisiaj, kiedy to poszliśmy na kawę do gasthofu, czy wczoraj na polu namiotowym.

O 5:30 na polu namiotowym.
O 6:30 w drodze.
23.
Po kolejnej nocce w lesie poszliśmy już prosto do Hofu, oczywiście pod górkę. Dotarliśmy do Bawarii! Wszędzie widać przygotowania do dzisiejszego finału mundialu-flagi na lusterkach i kołach samochodów, w oknach budynków. Śpimy dzisiaj u Andrei z Couchsurfing i razem  będziemy oglądać mecz w jednym z tutejszych barów:).

Na dawnej granicy.
Hof na horyzoncie!

1 komentarz:

  1. hah :D humorystycznie :)
    doceniamy i dziękujemy za barwne opowieści :)

    OdpowiedzUsuń