wtorek, 2 września 2014

Bilbao-San Vicente de la Barquera, 28.08. -1.09.2014r.

Krajobraz. W Kantabrii widzieliśmy niesamowicie zróżnicowane wybrzeża, w większości skaliste. Mogliśmy także podziwiać z daleka Picos de Europa, najwyższy masyw górski w północno-zachodniej Hiszpanii (do 2600 m n.p.m.). Ogólnie jednak pokonujemy mniejsze różnice wysokości niż w Kraju Basków.

Klify Kantabrii.
Uroki Camino del Norte. 
Nowoczesna nadmorska willa.
Prawie jak w Szkocji...
...prawie jak w Anglii...
...a czasem prawie jak na wydmach pod Łebą:P
Trochę egzotycznie wyglądającej roślinności.
Picos de Europa o świcie.

Oyambre.
Idąc własnym szlakiem zahaczyliśmy o Museo de Altamira, przy którym znajduje się słynna jaskinia z malowidłami sprzed tysięcy lat. Sama jaskinia niedostępna jest dla zwiedzających, jednak w muzeum można oglądać jej replikę. Z odwiedzonych przez nas miejscowości, najciekawszą była Santillana del Mar. Zabudowa tego miasteczka przez wieki zachowała się w bardzo dobrym stanie.

Targowisko w Castro Urdiales.
Castro Urdiales - port.
Laredo. Stare Miasto.
Wschodni brzeg Bahia de Santander.
Santander. Blokowiska i przytłaczający pałac festiwali.  
Santillana del Mar.
Comillas. Cmentarz w murach spalonego kościoła.
Noclegi. Polecamy spanie na dziko na plażach:), najlepiej tych małych i niezbyt popularnych. Szukając bardziej konwencjonalnych noclegów, należy pamiętać, że większość ludzi trzyma się odcinków wyznaczonych przez przewodniki. Jeśli pójdzie się nietypowym etapem na nietypowym wariancie szlaku (im bliżej celu, tym więcej szlaków tam prowadzących) to bardzo prawdopodobne, że będzie się jedyną osobą w "albergue". Bardzo polecamy nastrojowe schronisku w Santa Cruz de Bezana, znajdujące się w kamiennym domu sprzed ponad 250 lat, gdzie można znaleźć wiele pamiątek prosto z Ameryki Południowej. Raz trafiliśmy do niezwykle rozbudowanego albergue, mogącego pomieścić nawet 80 osób. Duża sala do posiłków, biblioteka itd. Wszyscy dostają kolację i śniadanie, a zapłatą jest (uwaga!) darowizna. Wszystko utrzymuje się podobno z darowizn i pracy wolontariuszy,wygląda to jak jeden wielki "cud"... chociaż nie wiadomo, jak to jest naprawdę. Czasem zdarzają się także "samoobsługowe" schroniska, gdzie najpierw trzeba pójść do jakiegoś baru (trzeba jeszcze wiedzieć jakiego;), gdzie po zapłaceniu dostaje się klucz.

Refleksja nad popołudniowym ciastkiem.

1 komentarz:

  1. A moja juka jak zakwitnie jest 10 razy mniejsza.
    Nowoczesna willa na nienowoczesnym wybrzeżu - tak sobie. Bardzo tak sobie.

    OdpowiedzUsuń