niedziela, 24 sierpnia 2014

Figeac-Donostia (San Sebastian), 20.-23.08.2014r.

            Veni! vidi! vici! Częściowo pieszo, częściowo autostopem pokonaliśmy ostatni etap we Francji. W tym miejscu chcemy zdementować powszechnie krążącą w Europie plotkę, iż Francuzi nie mówią po angielsku, bo są na to za dumni, czy inne takie bzdury. Rozmawialiśmy z ludźmi idąc po szlakach, jadąc autostopem, odpoczywając na kempingach czy w domach u couchsurferów... i wszyscy zwyczajnie narzekali na zbyt pobieżne podejście do języków obcych w szkołach. Wygląda na to, że to nie społeczeństo wykazuje się ignorancją językową, a osoby odpowiedzialne za edukację.

I kolejna malownicza francuska wioska.
Szałas pasterski.
Cahors. 
Cahors. Pont Valentré.


           Szlaki. Wędrując francuskim szlakiem św. Jakuba (Chemin de Saint Jacques) zwróciliśmy uwagę, że rzadko zdarzają się tutaj oznaczenia z muszlami. Należy trzymać się standardowego, biało-czerwonego szlaku GR.65. Trzeba przyznać, że trudno się tutaj zgubić:)...jest to właściwie niemożliwe. Na skrzyżowaniach, czy rozwidleniach na każdej z niewłaściwych dróg przekreślony symbol szlaku ostrzega przed zejściem z właściwej ścieżki. 
Montcuq.


Autostop. We Francji zdecydowanie działa. Najdłużej czekaliśmy godzinę, zazwyczaj około 20-30 min, a najkrócej 3 min. Francuzi wydali nam się jednak ogólnie...mało mobilni, o tyle, iż często pokonywaliśmy wiele krótkich odcinków... chyba, że wyglądaliśmy na tyle podejrzanie, iż nikt nie chciał nas zabrać na dłuższą przejażdżkę;).

No to...łapiemy stopa.
Czterej muszkieterowie w Condomie.

Potwierdzamy, iż we Francji podstawowym pieczywem jest bagietka:). Co ciekawe, w sklepach natrafić można na nakaz : "Maksymalnie 10 bagietek na osobę!!!"

"Tylko 10 bagietek?!"

              Region Francji, który przemierzyliśmy w trybie ekspresowym charakteryzował się kilkoma istotnymi aspektami. Krajobraz był zdecydowanie mniej górzysty. W architekturze większą rolę odgrywa cegła, niż kamień, a im bliżej hiszpańskiej granicy, tym częściej można napotkać areny do corridy. Trzeba przyznać, okolica jest całkiem ciekawa, jednak przyspieszyliśmy tu kroku, aby móc na spokojnie więcej czasu spędzić w Hiszpanii:).


Cahors. Powrót konstrukcji szachulcowej.
Montcuq.

Bayonne.
Hendeye. Przekraczamy hiszpańską granicę!

1 komentarz: