niedziela, 17 sierpnia 2014

Thun-Le Puy, 5.-15.08.2014r.

      Odcinek ten ciekawy był o tyle, iż po drodze zahaczyliśmy także o Berno, Basel, Frankfurt, Offenburg, Berlin, Poznań, a nawet Bydgoszcz:).
Wcześniej kilkakrotnie podróżowaliśmy autostopem po Europie, jednak nigdy w sezonie wakacyjnym. Dopiero teraz przekonaliśmy się, że ten sposób przemieszczania się nadal prężnie  funkcjonuje! Spotykaliśmy innych stopowiczów, co wiosną i jesienią nie miało miejsca. 
Wiele razy jechaliśmy z kierowcami z krajów, w których nigdy nie byliśmy m.in. Macedonii, Bułgarii, Turcji i Iraku (od tego pana dowiedzieliśmy się, że w Szwajcarii przepisy drogowe są tak surowe, iż miliarderzy z różnych stron świata prześcigają się tu w zdobyciu jak najwyższego mandatu...). Podróżując autostopem poznaje się często nietypowych ludzi. Nigdy nie wiadomo też, czy kolejny etap podjedzie się rozklekotanym hipisowskim wozem, czy luksusowym kabrioletem:).
Na szlak wróciliśmy w Lyon. Miasto to nazywane jest "małym Paryżem". Widać to szczególnie po szerokich bulwarach zabudowanych monumentalnymi kamienicami.
       Wychodziliśmy stąd długo, snując się przez rozległe przedmieścia.






Dotarliśmy do Le Puy-en-Velay - miejsca, w którym droga św. Jakuba staje się czymś więcej (czyli tradycja)...albo mniej (czyli biznes). Tutaj rozpoczyna się główna francuska droga do Santiago de Compostela. Tłumy( :[ )!  W czerwcu oraz lipcu dziennie zaczyna tu swoją podróż nawet 300-500 osób! Odtąd w każdej nawet najmniejszej miejscowości znajdują się bary, restauracje, schroniska i hotele "dla pielgrzymów". 
Le Puy zbudowane zostało na terenie wulkanicznym stąd w krajobrazie dominują potężne skaliste wzniesienia. Stare miasto położone jest na stromym wzgórzu, a kamienne budynki nadają mu klimat zamierzchłych czasów. Chapelle St. Michel ( z X w.) znajdująca się na szczycie ogromnej skały robi niesamowite wrażenie. Niezwykle ciekawe jest również górująca nad miastem katedra, do której główne wejście znajduje się poniżej poziomu posadzki.
Droga do katedry.
Le Puy
Le Puy i my:)
W tle Chapelle St. Michel.
Widok przez portal katedry.
W tych przepięknych górzystych rejonach Francji mieliśmy okazję spędzić jedną noc na starej farmie. Podczas kolacji  gospodarz z wielką pasją dzielił się z nami swoją wiedzą dotyczącą francuskiej kuchni.  Spożywanie posiłków jest swoistą ceremonią, odbywającą się według wypracowanych przez pokolenia zasad. Przykładem może być sposób serwowania tutejszych serów. Przechowuje się je w temperaturze pokojowej (nie w lodówce!), podawane są zawsze po głównym daniu, w akompaniamencie lampki czerwonego (koniecznie!) wina. Musimy przyznać, że wrażenia smakowe są naprawdę warte pamiętania o tych wszystkich szczegółach. Dodatkowo każdy region Francji produkuje własne gatunki sera, wina i chleba... dlatego można by spędzić całe życie na próbowaniu tych specjałów.

Kolacja po francusku.


1 komentarz:

  1. Francuskie sery, mniam. Aż ślinka cieknie na sam widok. Krajobrazy inne niż w Szwajcarii, ale Francja też ma swój urok. Taka dawna nieco romantyczna, beztroska, ze starym klimatem kolebka kulturalna Europy.

    OdpowiedzUsuń