Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 stycznia 2019

Petersburskie podwórka


Petersburg jest miastem niezaprzeczalnie pięknym. I nieważne, czy mamy do czynienia z centrum, czy z dalszą okolicą. W tym artykule chcę zwrócić uwagę na to, co sama ominęłabym, gdyby nie moje ukraińskie towarzyszki podróży, a mianowicie:

petersburskie podwórka

czwartek, 15 listopada 2018

Moskwa śladami Mistrza i Małgorzaty


"Mistrz i Małgorzata" Michała Bułhakowa to jedna z moich ulubionych książek. Będąc w Moskwie nie mogłam więc nie zahaczyć o miejsca związane z tą powieścią. A zatem, miotła w dłoń i lecimy! :)

1. Patriarsze Prudy


"Kiedy pisarze znaleźli się w cieniu lip, które zaczynały się już zazieleniać, natychmiast ostro ruszyli ku jaskrawo pomalowanej budce z napisem "Piwo i napoje chłodzące"."

Takowej budki nie widziałam, ale lipy (w lipcu zazielenione już całkowicie) stoją niezmienne i pomimo że nie było upalnie jak podczas ostatniego popołudnia Berlioza, gromadziły na stojących przy nich ławkach dużo ludzi.

Zdjęcia po prawej pochodzą ze świetnego miniserialu z 2005r. o niezmienionym tytule, czyli Mistrz i Małgorzata (Мастер и Маргарита). Niesamowita wierność książce i wspaniała muzyka. Polecam!!!
 

poniedziałek, 12 listopada 2018

Irkuck i okolice


O Irkucku mówi się, że jest to miasto pośrodku świata, gdyż podobna odległość dzieli go od trzech oceanów - Spokojnego, Indyjskiego i Arktycznego. Założony w XVII w. Obecnie żyje w nim ponad 600 tys. mieszkańców. Z perspektywy bydgoszczanki mogę stwierdzić, że to duże miasto zawierające wszystko co potrzebne do jego funkcjonowania. Jako odwiedzający mamy do dyspozycji rozwiniętą i zróżnicowaną bazę noclegowo - gastronomiczną (z czystym sumieniem mogę polecić hostel Like), pokaźną ilość środków transportu (autobusy, marszrutki, taksówki, trolejbusy, kolej i lotnisko obsługujące loty zarówno wewnątrzkrajowe, jak i międzynarodowe), a jeśli chodzi o zwiedzanie, to spokojnie można się tu zatrzymać na kilka dni i się nie nudzić.

W Irkucku mamy tzw. Zieloną linię czyli szlak wiodący po najładniejszych i najważniejszych punktach miasta. Linia namalowana jest bezpośrednio na chodniku, więc nie sposób ją zgubić, a przy każdym oznaczonym punkcie (jest ich 30) znajduje się tablica informacyjna z opisem po rosyjsku, angielsku i chińsku. Na trasie zielonej linii zwiedzamy m.in. Skwer Kirowa, kilka pięknie odnowionych cerkwi, polski kościół (ten akurat był zamknięty), Biały Dom (tak!), pomnik Lenina (jeden z przynajmniej trzech, które udało mi się znaleźć). Cała trasa ma około 5 km długości.


piątek, 27 kwietnia 2018

Co zobaczyć w Trydencie



Przechadzając się pierwszego dnia ulicami Trydentu „coś” wydawało mi się innego od znanych mi włoskich miast. Wprawdzie atmosfera jest włoska, jednak czuć wpływy niemieckiego porządku. Wszystko podejrzanie zadbane, uporządkowane, brak publicznie suszącego się prania! ;) Trydent to niewielkie, lecz całkiem ciekawe miasto, a dodatkowego uroku dodają mu okoliczne góry. Jest stolicą regionu Trydent - Górna Adyga, po włosku Trentino - Alto Adige. Może miasto nie jest aż tak fascynujące, żeby specjalnie organizować tam wyjazd (lotniska, na których lądują tanie linie są dość daleko), jednak przy okazji wyjazdu w Dolomity na pewno warto zatrzymać się tu na dzień lub dwa.

niedziela, 12 listopada 2017

Na paryskim bruku


Gdy dojechałem na paryski dworzec Bercy było już porządnie ciemno. Pozostawało tylko dostać się metrem do hostelu. Po przejażdżce z przesiadką dotarłem nas stację Jaures, z której miałem już tylko parę kroków do celu. Miejsce noclegu okazało się być właściwie pubo-hostelem, co trochę mnie zdziwiło. Najważniejsze, że schludnie, czysto, a kuchnia dostępna dla gości jak w każdym porządnym hostelu. Nie siedziałem za długo, nie chcąc marnować czasu ruszyłem na wieczorny spacer.

czwartek, 26 października 2017

Agadir


Nie ma co ukrywać, Agadir jest właśnie taki... trochę upadły. Zacznijmy od tego, że w tym dziwnym mieście trudno wyróżnić centrum. Jest za to wyraźny podział na niewielką część dla turystów i znacznie obszerniejszą część dla mieszkańców. Tyle się nasłuchałam o Agadirze jako kurorcie, że idąc tak i idąc (dworzec znajduje się na obrzeżach), mijając kolejne typowo marokańskie dzielnice zastanawiałam się jakiego szoku muszą doznawać turyści, którzy przylecieli tu na wczasy. Nie chodzi o to, że jest jakoś źle, nie, absolutnie nie, jest po prostu... normalnie. Poza ciągnącą się przez 7 km plażą i jej najbliższym otoczeniem z hotelami Agadir jest zwykłym gwarnym, zakurzonym i umiarkowanie zaśmieconym miastem. Jedyny duży i wypielęgnowany park stanowi własność króla i oczywiście jest niedostępny dla zwykłych śmiertelników.

piątek, 13 października 2017

Marrakesz

Moja opinia na temat Marrakeszu może być dla niego nieco krzywdząca, gdyż to właśnie tam okazało się, jak bardzo zostałam pogryziona przez pluskwy w Rabacie... ale postaram się nie pisać jak wszystko źle, niedobrze, nic nie można znaleźć, gorąco, ciągle mnie zaczepiają, nie, nie jestem "your friend", skutery chcą mnie zabić, nie, naprawdę nie potrzebuję tego dywanu i w ogóle dlaczego malują tu wszystkie budynki na pomarańczowo skoro wzmaga to tylko uczucie bycia spalanym przez słońce na każdym kroku, a ponadto swędzi okrutnie i DLACZEGO to plugastwo dopadło znowu mnie, ZNOWU!

Marrakesz jest na swój sposób piękny, a na pewno bardzo orientalny i bardzo marrokański. Znalezienie hostelu graniczyło oczywiście z cudem. Najgorsze jest to, że właściwie nie powinno się zatrzymywać ani na chwilę, bowiem momentalnie zostanie się "napadniętym" przez pseudopomagacza. 

wtorek, 10 października 2017

Rabat



Już sama podróż z Tangeru do Rabatu okazała się pozytywnym zaskoczeniem. Pociąg w zupełności przypominał nasze TLK. Na trasie złapał godzinne opóźnienie (zamiast trzech godzin jechaliśmy cztery), ale to tylko dlatego, że musiał przepuszczać inne pociągi. Norma. Mijane okolice miały charakter półpustynny, chociaż trafiały się i zielone miejsca np. eukaliptusowy las. W pociągu nikt oczywiście nie sprzedawał piwa, ale słodycze i wodę owszem. Bilet drugiej klasy kosztował 101 dirhamów, co w przeliczeniu daje obecnie około 40 zł. 

czwartek, 5 października 2017

Tanger

Z Europy do Tangeru można się dostać na dwa sposoby: drogą powietrzną oraz morską. Z Tarify promy w kierunku Tangeru odpływają co godzinę, a bilet kosztuje 38 euro. Wydaje mi się to dużo, szczególnie, że płynie się niecałą godzinę... ale dobra, niech im będzie, w końcu to przeprawa na inny kontynent :) Obywatele Polski aby wjechać do Maroka nie potrzebują wizy i mogą tam bez niej przebywać do 90 dni. 

Po wyjściu z portu stwierdziłam na pierwszy rzut oka, że tutejszy chaos przypomina mi trochę przeprawę przez granicę gruzińsko - turecką. Jednak prawdziwa heca zaczęła się wraz z wejściem w medynę. Czas wyjaśnić co to w ogóle jest medyna. To stara część miasta, zazwyczaj otoczona murem, taka coś jakby starówka. Ulice to istny labirynt, a na dodatek wszędzie stoją/siedzą handlarze wychwalający swoje dobra. Odnosi się wrażenie, jakby wszystko było tu jednym wielkim bazarem. 

niedziela, 27 sierpnia 2017

Ekspres lombardzki. Mediolan - Lago di Como - Bergamo

Dziwnym trafem złożyło się, że loty w środku sierpnia loty z Niemiec do Bergamo były bardzo tanie. Musiałem wprawdzie dojechać do leżącego na końcu świata lotniska Weeze, ale nadal się to opłacało. Po sennym, porannym locie trzeba było ogarnąć dalsze działanie. Obok strefy przylotów na lotnisku Orio al Serio trafiłem na kasę biletową. Za dojazd do centrum Mediolanu płaci się 5 € w jedną stronę. Po wyjściu z terminala nietrudno znaleźć autobus, kierowcy głośno informują turystów, że jadą do Mediolanu i kiedy odjeżdżają.

Mediolan

Autobusy dojeżdżają pod mediolański dworzec główny (Stazione Centrale). Postanowiłem najpierw się tam trochę rozejrzeć. Następnego dnia miałem jechać stamtąd pociągiem, więc chciałem się zorientować gdzie są kasy, a gdzie perony. No i poczułem się jak w jakimś pałacu... Bogactwo dekoracji i monumentalizm robią wrażenie. To taka zapowiedź, czego mogę się spodziewać w Mediolanie.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Tallin

Wraz z przekraczaniem kolejnych granic z lasów zaczęły znikać kwiatki, a w zamian wzrastała ilość zalegającego śniegu. Tallin przywitał mnie pyszną pogodą. Na niebie ani chmurki. Poszłam do centrum. Stan zadbania i czystości był dla mnie szokiem. Wcześniej jednak zszokowała mnie jeszcze ilość i jakość współczesnej architektury. Nie spodziewałam się, że Tallin jest tak nowoczesnym i dynamicznie rozwijającym się miastem! 

Zacznijmy jednak od Starówki. Piękna, prawda? :) 

sobota, 11 marca 2017

Dublin i okolice


Bywają czasem takie kierunki podróży, że ludzie po drodze dziwią się, że jedziemy tam aby zwiedzać. Na przykład stopując do Szkocji musieliśmy przekonywać większość naszych kierowców, że wcale nie chcemy tam pracować i że nawet byłoby nas stać na bilet, ale zwyczajnie lubimy autostop... 

Tym razem wybraliśmy się do Irlandii. Samolot pełen był rodaków, a z rozmów tam przeprowadzonych dowiedzieliśmy się co nieco o emigranckim życiu na obrzeżach Dublina. Bo tak często mieszkają Polacy, w blokach na przedmieściach, gdzie są całe polskie enklawy. Niektóre opowieści brzmiały dosyć strasznie (nie sądziliśmy, że narkotykowy problem jest tam aż tak... rozwinięty). Zarobki jednak robią swoje. Jedna z naszych rozmówczyń pracując od kilku lat w fast-foodzie (fakt, jednej z większych sieci) może sobie spokojnie pozwolić na podróże na inne kontynenty. A co z powrotem do Polski? Po jedenastu latach nie ma do czego wracać.
Z taką dawką informacji lądujemy na irlandzkiej ziemi. 

środa, 11 maja 2016

Stambuł vol. 2

Ruszyliśmy na podbój wielowiekowego centrum Stambułu. Najpierw pokonaliśmy most Galata, wiecznie oblegany przez wędkarzy. To dobre miejsce, żeby spróbować ogarnąć geografię miasta. Przed nami Stare Miasto, z ogromnymi meczetami, za nami najwyraźniej wybija się wieża Galata, wieńcząca szczyt wzgórza. Po lewej rozciąga się cieśnina Bosfor, a za nią już azjatycka część Stambułu. Pod nami Złoty Róg, lub inaczej Halic, długa i wąska zatoka dzieląca stary Stambuł od dzielnicy Galata.

środa, 20 kwietnia 2016

Iii... Stambuł !

Słońce powoli zachodziło nad przystanią w mieście Bandirma, kiedy my siedzieliśmy w kawiarni kryjąc się przed chłodem nadchodzącego wieczora. Jakby nie patrzeć, był już 1. grudnia, nawet w Turcji...


niedziela, 10 kwietnia 2016

Izmir

Drogę do Izmiru pokonaliśmy pociągiem. Okazało się, że to dosyć popularne połączenie, więc panował tam niezły ścisk i całą drogę staliśmy... Tłok jednak sprzyja pogawędkom :). Zupełnym przypadkiem w tej puszce sardynek tuż obok nas stała dziewczyna, która pół roku spędziła na Erasmusie w Polsce. Powiedziała nam, że jej ulubionym polskim słowem jest ..."jajo", bowiem będąc kiedyś w sklepie nie była w stanie wytłumaczyć sprzedawczyni, że chce kupić jajko. Bidula produkowała się po angielsku, najskuteczniejszy okazał się jednak język "migowy". Po ładnych kilku minutach ekspedientka odgadła kalambury i powiedziała głośno: "aaa, JAJO"... Jakie to wspomnienia zostają ludziom po wizycie w Polsce :D
Izmir jest dosyć ciekawie położonym miastem, leży bowiem nad zatoką, którą niemal całkowicie otacza. Przemieszcza się po nim wobec tego także promem, a dla mieszkańców Izmiru rejs po śródziemnomorskiej zatoce jest tak banalną sprawą jak dla nas przejażdżka tramwajem :) 

sobota, 5 marca 2016

Antalya

Antalya, czyli nad cieplutkim morzem pod koniec listopada.
Z Konya, gdzie spędziliśmy dzień, do Antalyi postanowiliśmy dojechać autostopem. Odległość do pokonania była pokaźna (jakieś 300 km), a i rano trochę nam się przysnęło... Mieliśmy jednak wielkiego fuksa! Już na przedmieściach Konyi idąc wzdłuż szosy i szukając dobrego miejsca na złapanie stopa, nagle zatrzymał się samochód. Kierowca otworzył okno i zapytał, czy może nam jakoś pomóc, dokądś podwieźć...szok! Nawet nie zaczęliśmy łapać stopa! Bardzo rozmowny gość, mówiący świetnie po angielsku (w gruncie rzeczy, nauczyciel angielskiego) podwiózł nas aż na samo wybrzeże. Tam - w Manavgat nie czekaliśmy długo na kolejny transport - tym razem była to wyładowana po brzegi ciężarówka (wiecie, taka która przewraca się na zakrętach ;) mknąca w porywach do 60 km/h! ;). Kierowca po angielsku nie mówił, ale był bardzo miły, podzielił się z nami cukierkami i podrzucił nas już na przedmieścia Antalyi. Ostatni i najkrótszy odcinek tej podróży okazał się najtrudniejszy, nie byliśmy w stanie zatrzymać żadnego kierowcy, mozolnie wlekliśmy się w kierunku centrum...wlekliśmy się dobre dwie godziny...ale w końcu się dowlekliśmy. 
Centrum jest świetnym miejscem do spacerów. Możemy przejść się po małej starówce i poszukać jakiejś przyjemnej kawiarni. Generalnie trzeba wziąć poprawkę na to, że co chwila jakiś sprzedawca będzie cię będzie zagadywał po niemiecku i angielsku, i jeszcze rosyjsku...serio! Antalya to dosyć słynne turystyczne miasto, szczególnie wśród Niemców i Rosjan, toteż nie ma co się dziwić licznym szyldom napisanym cyrylicą.

czwartek, 4 lutego 2016

Konya – Ali (nie-Baba) i 24 latających derwiszów

Konya – z tym miastem początkowo nie wiązaliśmy większych nadziei. Jest to wielkie miasto i, według naszej mapy Turcji, nie mieliśmy tam znaleźć szczególnych atrakcji... W czasie poszukiwań noclegu na Couchsurfingu wiele osób pisało nam o jakimś festiwalu, który miał się odbywać akurat w dzień naszej wizyty w Konya. Z czasem dowiedziawszy się więcej na ten temat, skojarzyliśmy całą sytuację... To z Konyi wzięli się tańczący panowie w białych sukniach i doniczkach na głowach! A na poważnie... Zakon Wirujących Derwiszów.

czwartek, 14 stycznia 2016

Kayseri

Podróżując wgłąb Turcji spotkaliśmy się z dość surowym klimatem, m.in. z tego powodu zrezygnowaliśmy z autostopu na rzecz autobusów, które generalnie przebiły nasze najśmielsze oczekiwania! 
Centralna część Turcji w większości położona jest ponad 1000 m n.p.m, toteż będąc w Kayseri w połowie listopada doświadczyliśmy przymrozków.Miasto jest naprawdę duże i mieszka tam około miliona osób. Z dworca (który oczywiście znajduje się na obrzeżach) dojechaliśmy do centrum shuttle busem, ponieważ każda z dużych firm obsługujących autobusy międzymiastowe oferuje darmowy dojazd minibusem do centrum.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Amasya



W podróżowaniu najważniejsi są poznawani ludzie, więc zaczniemy od streszczenia naszej amasyjskiej przygody z Couchsurfingiem. Gospodarza udało nam się tu znaleźć już ponad tydzień wcześniej, ale kiedy przyszliśmy pod jego drzwi - dzwonimy, dzwonimy, a tu nic. Jeszcze na lajcie napisałam mu sms-a, on jednak odpisał, że ma dzisiaj jakąś akcję (jest kimś w rodzaju tureckiego Sherlocka Holmesa :)) i możliwe, że wróci do domu dopiero późno wieczorem, jak nie w nocy. My już nie na lajcie zaczęliśmy obmyślać jakiś plan B, kiedy to Sherlock napisał drugiego sms-a, że możemy spróbować poczekać u jego sąsiadów...OK! Jak napisał tak zrobiliśmy ;). Puk, puk i drzwi otworzyło nam dwóch studentów, z których jeden mówił po angielsku więc udało nam się wyjaśnić, o co nam chodzi. Ku naszemu własnemu zdziwieniu przyjęli nas od razu, ugościli kolacją i po kilkudziesięciu minutach stwierdzili, że po co mamy czekać na Sherlocka skoro możemy zostać u nich. Zostaliśmy i spędziliśmy razem świetnie czas, a przy okazji poznaliśmy dwie kolejne fantastyczne osoby! Rano wpadł Sherlock z przeprosinami i opowieścią. Okazało się, że wrócił dopiero o 3 w nocy, misja jednak zakończyła się powodzeniem - udało mu się złapać złodzieja książek wartych blisko 1000 lirów!

Couchsurfing... polecamy zdecydowanie! :)




A teraz trochę o mieście...

niedziela, 20 grudnia 2015

Trabzon i północne wybrzeże Turcji

Trabzon to miasto o dużym znaczeniu historycznym. Zachowała się tu spora ilość kościołów i klasztorów sprzed podboju regionu przez Turków. Najsłynniejszy jest położony kilkadziesiąt kilometrów od miasta monastyr Sumela, w niesamowity sposób zbudowany dosłownie na ścianie wąwozu. Niestety ze względu na prace konserwatorskie jest on zamknięty dla zwiedzających aż do jesieni 2016. Na terenie miasta najbardziej wartościowy zabytek sakralny stanowi kościół Hagia Sophia, przebudowany przez Turków na meczet. Struktura świątyni nie ucierpiała mocno na tej transformacji, jedynie półksiężyc na szczycie dachu manifestuje jej przynależność religijną.