Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady praktyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady praktyczne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 maja 2019

Kotor. Jak łatwo i za darmo wejść na twierdzę św. Jana

 
W ramach wstępu trzeba napisać, że Czarnogóra nie charakteryzuje się drożyzną, która strawiła choćby sąsiadującą z nią Chorwację. Ceny zarówno za jedzenie, transport, czy bilety wstępu są umiarkowane, a podróżny nie ma poczucia, że zapłacił za nic.

piątek, 7 września 2018

Podróż koleją transsyberyjską

Ale jazda!

Podróż koleją transsyberyjską i sama Syberia już od dawna były moim marzeniem. Znalazłam więc przez internet ludzi, którzy mają podobne zainteresowania, dotarłam do Moskwy (Bydgoszcz->Łódź->Praga->Moskwa), zawarłam nowe znajomości, odświeżyłam stare, a nawet zupełnym przypadkiem trafiłam na finał mistrzostw świata w piłce nożnej... Następnie zaś wsiadłam do pociągu, a w Irkucku wraz z garstką zapaleńców ruszyłam nad Bajkał :)

Zanim to jednak nastąpiło, swoje trzeba było odsiedzieć. Pokonanie trasy Moskwa -> Irkuck zajmuje praktycznie pełne cztery dni... jakby nie spojrzeć to prawie 5000 km.


czwartek, 5 kwietnia 2018

Jamajka - 12 ważnych kwestii praktycznych



Przyznam, rozpisałam się troszkę... ale wróciłam zaledwie kilka dni temu i ciągle mam w sobie jamajskie słońce, ciepło, i energię!

Poniżej o tym, co mnie zaskoczyło, co nie oraz trochę kwestii praktycznych ułatwiających życie i organizację, a do tego wszystkiego spora porcja jamajskich widoczków :) Miłej lektury!

niedziela, 18 lutego 2018

St. Petersburg białą nocą

Miałam to ogromne szczęście zaplanowania wyjazdu do Rosji w czasie tzw. białych nocy. Kupując bilety, załatwiając wizę i dogadując się z dziewczynami co do daty spotkania w Petersburgu totalnie zapomniałam o tym niesamowitym (choć dla niektórych zupełnie zwyczajnym) zjawisku. Żaróweczka mi się zapaliła dopiero później, kiedy to wypytywałam znajomego Rosjanina o papierkowe szczegóły, a on w pewnym momencie pochwalił nasz zupełnie nieświadomy wybór tej właśnie pory... :)

Ostatniego dnia naszego pobytu w Petersburgu urządziłyśmy sobie cało(biało)nocny spacerek po nabrzeżu Newy i miałyśmy okazję podziwiać otwierające się (i zamykające już nad ranem) zwodzone mosty. Zjawisko przednie, a jako że mosty otwierane są w różnych odstępach czasowych, można spokojnie zdążyć na 2-3 otwarcia i potem analogicznie zamknięcia.

W ciągu tych 15 km, które przeszłyśmy, udało nam się w sumie zobaczyć 6 mostów, choć myślę, że wprawniejsi (i mniej obciążeni) piechurzy mogliby dorwać z 8 :) 


Most Pałacowy jest zdecydowanie najbardziej popularnym z petersburskich mostów (myślę, że bliskość Ermitaża ma w tym swój udział), jego otwarcie śledziły tłumy i na dodatek grała muzyka! 

Ps. To zdjęcie przedstawia "najczarniejszy" czas nocy :)

środa, 17 stycznia 2018

St. Petersburg - Parki



trasa do St. Petersburga: Bydgoszcz -> Warszawa -> Wilno -> Ryga -> St. Petersburg
transport: PolskiBus + LuxExpress
cena: 170 zł

Granicę (Narwa/Iwangorod) przekroczyłam ok. 2 w nocy. Estońska strona zupełnie jakby jej nie było, to na rosyjskiej wszyscy wyszli z autobusu, aby przejść indywidualną kontrolę celną. W tym czasie sprawdzono nasz środek transportu, papiery, kierowców i bagaże w luku. Wszystko to jednak poszło bardzo sprawnie, zajęło maksymalnie pół godziny. 

W Petersburgu oprócz zewu przygody odczułam przenikliwy chłód. Odnoszę wrażenie, że na północy fakt, iż jest lato, zmienia niewiele. Hm... powiedzmy, że kurtkę zimową zmienia się na kurtkę letnią... a przynajmniej tak było w moim przypadku.

Ten artykuł, jak wynika z tytułu, poświęcony jest petersburskim parkom :)


sobota, 4 listopada 2017

Ronda i najpołudniejsze południe Andaluzji


Ronda znana jest głównie z tego właśnie wielgaśnego mostu - Puente Nuevo łączącego starówkę z nową częścią miasta. Widok nieziemski, dawno już nie patrzyłam na coś równie potężnego i majestatycznego. Miasto samo w sobie też jest niesamowicie klimatyczne, wąskie uliczki, pobielone domy, wszędzie dookoła przepiękne krajobrazy, góry, no i przepaści... :D

czwartek, 26 października 2017

Agadir


Nie ma co ukrywać, Agadir jest właśnie taki... trochę upadły. Zacznijmy od tego, że w tym dziwnym mieście trudno wyróżnić centrum. Jest za to wyraźny podział na niewielką część dla turystów i znacznie obszerniejszą część dla mieszkańców. Tyle się nasłuchałam o Agadirze jako kurorcie, że idąc tak i idąc (dworzec znajduje się na obrzeżach), mijając kolejne typowo marokańskie dzielnice zastanawiałam się jakiego szoku muszą doznawać turyści, którzy przylecieli tu na wczasy. Nie chodzi o to, że jest jakoś źle, nie, absolutnie nie, jest po prostu... normalnie. Poza ciągnącą się przez 7 km plażą i jej najbliższym otoczeniem z hotelami Agadir jest zwykłym gwarnym, zakurzonym i umiarkowanie zaśmieconym miastem. Jedyny duży i wypielęgnowany park stanowi własność króla i oczywiście jest niedostępny dla zwykłych śmiertelników.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Ekspres lombardzki. Mediolan - Lago di Como - Bergamo

Dziwnym trafem złożyło się, że loty w środku sierpnia loty z Niemiec do Bergamo były bardzo tanie. Musiałem wprawdzie dojechać do leżącego na końcu świata lotniska Weeze, ale nadal się to opłacało. Po sennym, porannym locie trzeba było ogarnąć dalsze działanie. Obok strefy przylotów na lotnisku Orio al Serio trafiłem na kasę biletową. Za dojazd do centrum Mediolanu płaci się 5 € w jedną stronę. Po wyjściu z terminala nietrudno znaleźć autobus, kierowcy głośno informują turystów, że jadą do Mediolanu i kiedy odjeżdżają.

Mediolan

Autobusy dojeżdżają pod mediolański dworzec główny (Stazione Centrale). Postanowiłem najpierw się tam trochę rozejrzeć. Następnego dnia miałem jechać stamtąd pociągiem, więc chciałem się zorientować gdzie są kasy, a gdzie perony. No i poczułem się jak w jakimś pałacu... Bogactwo dekoracji i monumentalizm robią wrażenie. To taka zapowiedź, czego mogę się spodziewać w Mediolanie.

piątek, 9 czerwca 2017

Karkonosze i okolica z namiotem

Sierpień 2016. Miałem akurat do wykorzystanie parę wolnych dni, ale nie na tyle dużo, żeby wyjechać gdzieś daleko. Nawet właściwie nie było czasu na zaplanowanie dalszego wyjazdu. A gdyby tak w góry, myślałem, ale żeby nie było szczególnie daleko? Przy okazji jeszcze gdzieś, gdzie (dawno) nie byłem. No to wyszło na to, że jadę w Sudety! A dokładnie po kolei: Góry Sokole, Rudawy Janowickie, Karkonosze i Góry Izerskie. Tak samo jak w Norwegii planowałem przemieszczać się z namiotem w plecaku z miejsca do miejsca. Wyszukałem sobie szybko parę pól namiotowych, kupiłem parę konserw i ruszyłem.


czwartek, 23 marca 2017

Z namiotem dookoła Bergen


Na skutek pewnego zbiegu wypadków wybrałem się sam do Norwegii. Na wszystkie noclegi przewidziałem spanie w namiocie. Norwegia to ciekawy kraj. Wszystko jest strasznie drogie, ale z drugiej strony – nocować pod namiotem można w dowolnym miejscu. Prawie dowolnym, ale o tym później. 

Wyjątkowo tani lot, tańszy niż bilet na pociąg na lotnisko. Przy okazji dowiedziałem się, że lotnisko w Szczecinie jest tak naprawdę w miasteczku Goleniów, odległym od samego Szczecina o 50 km. Na dosyć skromnym terminalu praktycznie nie można się zgubić. Przedpołudniowy lot do Bergen był jednym z niewielu tego dnia. 

Miałem szczęście do pogody, jak na Norwegię było niesamowicie słonecznie. Może nawet cieplej niż w Polsce w tym czasie. Dzięki bezchmurnemu niebu już z samolotu mogłem trochę podziwiać. W głębi kraju jeszcze pełno śniegu, w końcu był to dopiero maj.

środa, 22 lutego 2017

Gruzja "od kuchni"

Gruzja widziana okiem turystów, gości, podróżników, którzy spędzają tu kilka/kilkanaście dni, a Gruzja widziana oczami ludzi, którzy tu mieszkają, to dwa zupełnie różne kraje... ale właściwie nie napisałam tu niczego nowego, zawsze tak jest, o jakimkolwiek miejscu by się mówiło.



Gruzja stała się obecnie dosyć popularnym kierunkiem. Biura podróży, hostele itd. kuszą ciekawymi wycieczkami (wiem, bo sama pisałam tego typu teksty), linie lotnicze względnie tanimi biletami, a blogerzy zachęcającymi artykułami (też znajdziecie kilka takich na tym blogu). Gruzja jest modna, przyjeżdżają tam podróżni każdego typu.

Ledwo co wróciłam do Polski, a na ulicy powitała mnie reklama baletu gruzińskiego. Gruzja prześladuje mnie dosłownie na każdym kroku ;). „Dzika Gruzja”, „Odkryj piękno Gruzji”, „Kraj winem płynący" itd itp. KONIEC. Ten tekst zbije wam różowe okularki. Jeśli macie ochotę czytać dalej, robicie to na własną odpowiedzialność ^^ 
I nie chodzi mi tu o obrzydzenie wam Gruzji, czy coś w tym stylu, chodzi o to, że każdy kraj jest na swój sposób specyficzny i dobrze być tej specyfiki świadomym. Dla jednych niektóre cechy czy zachowania mogą być negatywne, podczas gdy innym w ogóle to nie przeszkadza, czy wręcz podoba się. Dobra, dość już tego przydługiego wstępu, zaczynamy!

Mieszkałam tu prawie pół roku, współprowadząc hostel. Goście gośćmi, ale poza tym byłam właściwie otoczona Gruzinami, wsysana przez ich kulturę, mentalność i tradycje.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Wyprawa nad wodospad Oniore

Wczoraj wytyczaliśmy nowy szlak - w okolicach Martvili jest całe mnóstwo cudów natury, o których wiedzą tylko nieliczni. Wcześniej podobno były tu nawet jakieś oznakowania, ale miejscowi zatarli je lub usunęli, aby ludzie sami nie mogli dotrzeć do wodospadu i wynajmowali przewodnika, który za przejście tego 4-km odcinka życzy sobie nawet 80 lari... Poszliśmy sami. Wyprawa zajęła nam ładnych parę godzin. Przedzieraliśmy się w górę rzeki, przedzieraliśmy się przez dzikie chaszcze niczym w dżungli, przedzieraliśmy się przez martwy las. Przy okazji oczywiście zgubiliśmy się kilkakrotnie. Prawdziwa wyprawa, myślę, że nawet Indiana Jones by się nie powstydził :)

środa, 3 sierpnia 2016

Pakowanie na długi trekking

Pakowanie do najłatwiejszych nie należy, szczególnie gdy planujemy nieść cały dobytek na własnych (!) plecach od noclegu do noclegu.


niedziela, 3 lipca 2016

O Couchsurfingu słów kilka

O Couchsurfingu można by pisać i pisać, tu i teraz omówimy kilka podstawowych kwestii.


Co to jest Couchsurfing?
Couchsurfing to fenomenalny wynalazek umożliwiający poznawanie różnych miejsc z perspektywy miejscowych. Chodzi o to, że ludzie goszczą podróżnych w swoich domach, mieszkaniach, na wynajętym kawałku podłogi, gdziekolwiek :). To przeciwieństwo zorganizowanych form noclegu, które wszędzie są mniej lub bardziej podobne. Ponadto podstawowym założeniem jest to, że za gościnę się nie płaci. W zamian deklaruje się gotowość bycia gospodarzem dla potencjalnego, nieznajomego wędrowca - przyjmuje się i jest się przyjmowanym zazwyczaj przez osoby, które widzi się po raz pierwszy w życiu.

środa, 20 kwietnia 2016

Iii... Stambuł !

Słońce powoli zachodziło nad przystanią w mieście Bandirma, kiedy my siedzieliśmy w kawiarni kryjąc się przed chłodem nadchodzącego wieczora. Jakby nie patrzeć, był już 1. grudnia, nawet w Turcji...


czwartek, 4 lutego 2016

Konya – Ali (nie-Baba) i 24 latających derwiszów

Konya – z tym miastem początkowo nie wiązaliśmy większych nadziei. Jest to wielkie miasto i, według naszej mapy Turcji, nie mieliśmy tam znaleźć szczególnych atrakcji... W czasie poszukiwań noclegu na Couchsurfingu wiele osób pisało nam o jakimś festiwalu, który miał się odbywać akurat w dzień naszej wizyty w Konya. Z czasem dowiedziawszy się więcej na ten temat, skojarzyliśmy całą sytuację... To z Konyi wzięli się tańczący panowie w białych sukniach i doniczkach na głowach! A na poważnie... Zakon Wirujących Derwiszów.

środa, 20 stycznia 2016

Kapadocja

Trudno znaleźć miejsce tak magiczne jak Kapadocja. Pierwszy kontakt może być prawdziwym szokiem, a my ocieramy oczy ze zdumienia, że wciąż jesteśmy na naszej planecie :). To kraina pełna niesamowitych formacji skalnych, w części których do dziś mieszkają ludzie! 


piątek, 15 stycznia 2016

Turcja - transport dalekobieżny

Podróżując po Turcji kilkakrotnie mieliśmy okazję skorzystać z autobusów międzymiastowych. Ceny przejażdżki nie są szczególnie wygórowane. Jadąc z Amasyi do Kayseri zapłaciliśmy 45 lirów od łebka. Odcinek, który przejechaliśmy ma ok. 400 km i pokonaliśmy go w ok. 7 godz. 

Tymczasem kilka istotnych kwestii :)

1. Podróżując transportem publicznym w Turcji trzeba pamiętać, że dworce znajdują się zazwyczaj na obrzeżach miast. Często są to tak wielkie budynki, że wydają się być wręcz marnotrawstwem przestrzeni. Wewnątrz zobaczymy przede wszystkim biura różnych przewoźników, ze dwa bary i sklepik.

2. Z dworca często można dojechać do centrum za darmo korzystając z tzw. shuttle service.

3. Podczas jazdy co jakiś czas serwowane jest jedzenie (drobne przekąski) i picie, i jest to w cenie biletu.

4. Co jakiś czas serwowany jest także płyn do mycia rąk... początkowo nie wiedzieliśmy o co chodzi i odmówiliśmy... barbarzyńcy z północy;p

piątek, 8 stycznia 2016

Sardynia - góry

Turyści przyjeżdżają na Sardynię zazwyczaj po to, aby odpocząć na plażach, lub też pozwiedzać popularniejsze sardyńskie miejscowości. Góry póki co są od nich wolne. Pod koniec czerwca wybraliśmy się rejon Gennargentu, największego masywu górskiego na wyspie. Na szlaku napotkaliśmy... jedynie pasterzy i zwierzęta. (Wyobraźmy sobie latem jakiekolwiek góry w Polsce)!

środa, 16 grudnia 2015

Hopa i Artvin - Przeprawa graniczna i spotkanie z Turcją

Hopa była pierwszym miastem Turcji, w którym byliśmy. Dojazd od strony gruzińskiej nie obył się bez przygód. Zacznijmy od tego, że mieliśmy do pokonania niedługi odcinek Batumi-Hopa. Schody się zaczęły już w na stacji autobusowej w Batumi. Zatrzymuje się tam paru tureckich przewoźników, zapewniających łączność między Batumi, a tureckim wybrzeżem Morza Czarnego. Pierwszą niespodzianką było to, że Turcy podobnie jak Gruzini nie mówią po angielsku, ale w przeciwieństwie do nich nie mówią też po rosyjsku. Szansa nawiązania porozumienia znikoma. W końcu dowiedzieliśmy się, że bilety kosztują 10 lari, co wydało nam się dość wywindowaną ceną. Tyle płaciliśmy za bilety na trasie Kutaisi-Tbilisi (250km)! Udało się wytargować 5 za osobę. Po czasochłonnym wydostaniu się z dworca autobusowego w Batumi nacieszyliśmy się przejażdżką z 15 minut, po czym to autobus stanął, a kierowca wysiadł dołączając się do pasażerów innego tureckiego autobusu dyskutujących z gruzińskim policjantem. Po kilkunastu minutach czekania na cud jakiś współpasażer wskazał nam inny autobus, do którego teraz powinniśmy wsiąść. Po krótkiej jeździe do granicy okazało się, że znowu wysiadamy. Na szczęście zabraliśmy wszystkie nasze rzeczy, bo nie dane nam było dojechać również tym autokarem do Hopy. Kontrola na tym przejściu była zupełnie indywidualna. Mijaliśmy kolejne punkty kontroli paszportowej, jeden gruziński i dwa tureckie, w międzyczasie również prześwietlanie bagażu. Po tureckiej stronie sporo ludzi czekało na swoje autobusy, które przechodziły dłuższą kontrolę. My stwierdziliśmy, że nie ma większego sensu czekać na nasz, więc pojechaliśmy dalej najbliższym minibusem (w Turcji nazywa się je "dolmusz"). Wszystkim wybierającym się w podróż tą drogą radzimy raczej wybrać od razu połączenie Batumi - Sarpi (granica), a potem Sarpi - Hopa.