Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wędrówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wędrówka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 czerwca 2017

Karkonosze i okolica z namiotem

Sierpień 2016. Miałem akurat do wykorzystanie parę wolnych dni, ale nie na tyle dużo, żeby wyjechać gdzieś daleko. Nawet właściwie nie było czasu na zaplanowanie dalszego wyjazdu. A gdyby tak w góry, myślałem, ale żeby nie było szczególnie daleko? Przy okazji jeszcze gdzieś, gdzie (dawno) nie byłem. No to wyszło na to, że jadę w Sudety! A dokładnie po kolei: Góry Sokole, Rudawy Janowickie, Karkonosze i Góry Izerskie. Tak samo jak w Norwegii planowałem przemieszczać się z namiotem w plecaku z miejsca do miejsca. Wyszukałem sobie szybko parę pól namiotowych, kupiłem parę konserw i ruszyłem.


czwartek, 11 sierpnia 2016

Wyprawa nad wodospad Oniore

Wczoraj wytyczaliśmy nowy szlak - w okolicach Martvili jest całe mnóstwo cudów natury, o których wiedzą tylko nieliczni. Wcześniej podobno były tu nawet jakieś oznakowania, ale miejscowi zatarli je lub usunęli, aby ludzie sami nie mogli dotrzeć do wodospadu i wynajmowali przewodnika, który za przejście tego 4-km odcinka życzy sobie nawet 80 lari... Poszliśmy sami. Wyprawa zajęła nam ładnych parę godzin. Przedzieraliśmy się w górę rzeki, przedzieraliśmy się przez dzikie chaszcze niczym w dżungli, przedzieraliśmy się przez martwy las. Przy okazji oczywiście zgubiliśmy się kilkakrotnie. Prawdziwa wyprawa, myślę, że nawet Indiana Jones by się nie powstydził :)

środa, 5 sierpnia 2015

W bawarskich Alpach. Zjawiskowe Königssee i ambitne szlaki.

Wciśnięte pomiędzy alpejskie szczyty, nieduże Berchtesgaden, dało swoją nazwę całemu powiatowi (Berchtesgadener Land) oraz najbardziej malowniczemu masywowi górskiemu w niemieckich Alpach. Niemal z każdego punktu miejscowości widoczny jest Watzmann (2713 mnpm), najwyższy szczyt po niemieckiej stronie Alp Berchtesgadeńskich. Tutaj przyjeżdżał Adolf Hitler, który odpoczywał w nieistniejącej już górskiej willi. Do dzisiejszych czasów zachowała się natomiast herbaciarnia na szczycie Kehlstein, podarowana dyktatorowi z okazji 50 urodzin... Nas jednak bardziej zainteresowało górskie jezioro Königssee, położone kilka kilometrów na południe od Berchtesgaden.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Praha - Regensburg

Wyjście z Pragi
Ten odcinek szlaku św. Jakuba, liczący niecałe 250 km, pokonaliśmy jesienią 2013 r. Zajęło nam to 9 dni. Punktem wyjściowym była Praga. Szlak od centrum prowadzi przez Hradčany, Petřin, a następnie na południe równolegle do Wełtawy. Za Radotinem wraz z czerwonym szlakiem pokonuje się całkiem spode wzniesienie i dochodzi do maleńkiej miejscowości Velky Haj;). Następnie mija się kolejne wioski, pastwiska, lasy, ludzi właściwie prawie nie spotykając. Oznakowanie trasy można było uznać za wystarczające. Pierwszą noc spędziliśmy na polu namiotowym w Karlštejn, miejscowości w której znajduje się jeden z najważniejszych czeskich zamków. 



Naprawdę świetne zdjęcia hradu  i wiele przydatnych informacji można znaleźć tutaj.

wtorek, 10 marca 2015

Czeski film, czyli Camino de Praga

Wyprawa ta była efektem szalonego pomysłu czterech dziewczyn (w tym mnie oczywiście:). Niecałe 150 km do przejścia w lekko wydłużoną majówkę 2012 r. Do Zgorzelca dojechałyśmy pociągiem, założyłyśmy plecaki na plecy i... kilkaset metrów później byłyśmy już w Görlitz. Krzyżują się tam dwa szlaki do Santiago, trzeba więc być czujnym. Dalej trasa prowadzi głównie ścieżką pieszo-rowerową m.in. wzdłuż jeziora Berzdorfer i trzeba przyznać, że jest dobrze oznakowana. Szło się nieźle. Pierwszą noc spędziłyśmy w Zittau. Nocleg dla idących szlakiem znajduje się tam przy kościele Maria Heimsuchung - przy drzwiach znajduje się duża tabliczka z muszlą, trudno nie zwrócić na nią uwagi.

niedziela, 21 września 2014

Santiago de Compostela-Finisterra, 16-18.09.2014r.


Była to prawdziwa próba zdobywcy! Głównie za względu na pogodę... lało, wiało, a dzienne odcinki, które sobie wyznaczyliśmy do krótkich nie należały. Najgorsze uczucie było rano tuż przed wyjściem, kiedy to człowiek widział tą ciemność (w Hiszpanii robi się teraz jasno dopiero ok.8), słyszał ścianę deszczu, wichurę... i zastanawiał się, czy to już jest masochizm, czy jeszcze nie.

Szlak z centrum Santiago do Przylądka Finisterra (po galicyjsku-Fisterra) liczy niecałe 90 km. Początkowo prowadzi przez tereny często bezludne, jednak gdy dotarliśmy na wybrzeże mijaliśmy już miejscowość za miejscowością. Także i tu nie zaobserwowaliśmy okiennic - nie ma ich w całej północnej Hiszpanii! Bardzo popularne są za to duże okna przypominające trochę portfenetry.

czwartek, 18 września 2014

Fonsagrada-Santiago de Compostela, 11-16.09.2014r.

Szlak. Zostawiliśmy w tyle wyżynne tereny, powoli wchodząc w bardziej zaludnioną okolicę.  Jednak pomimo większej ilości wsi, nadal pojawiały się problemy ze zwykłym kupnem jedzenia. 

Ostatnie dni na spokojnym Camino Primitivo. 
Taaka metropolia.
Galicyjska odmiana horreo.

Jedynym sporym miastem pomiędzy Oviedo a Santiago jest Lugo. Największą ciekawostkę stanowią tu świetnie zachowane mury obronne z czasów Imperium Rzymskiego.

czwartek, 11 września 2014

Oviedo-Fonsagrada, 7-10.09.2014r.

W Oviedo weszliśmy na Camino Primitivo, jak już wspominaliśmy, najstarszy ze wszystkich szlaków prowadzących do Santiago. Jego historia związana jest z królem Asturii, Alfonsem II Cnotliwym. To on w IX w. zlecił wybudowanie świątyni w miejscu domniemanego grobu św. Jakuba i wyznaczył pierwszy szlak tam prowadzący.

Szlakiem tym podąża niewielu wędrowców. Związane jest to zarówno z górską przeprawą, jak i niedogodnościami wynikającymi z panującego tutaj powszechnie... odludzia. Raz na kilka, kilkanaście kilometrów przechodzi się przez niewielką wieś (dosłownie kilka domów), a miejsca zaznaczone na mapach jako miasta posiadają zazwyczaj mniej niż tysiąc mieszkańców, nie istnieje żaden transport publiczny je łączący, a jedzenie można kupić jedynie w niewielkim sklepiku (prowadzonym na tyłach baru).  

Rzadki przypadek zadbanej wsi.

niedziela, 7 września 2014

San Vincente de la Barquera-Oviedo, 2.-6.09.2014r.

Krajobraz. Dominuje zieleń. Zdecydowanie! Czasami aż trudno uwierzyć, że wędruje się przez Hiszpanię. Bardzo często występują lasy eukaliptusowe, lecz nie jest zbyt pozytywne zjawisko. Roślina ta szkodliwie zmienia ekosystem, jednak jej uprawy są popularne ze względów ekonomicznych. Nie jest to kwestia zdrowotnych olejków, ani też misiów koala, lecz drewna, które można pozyskać już kilka lat po zasadzeniu eukaliptusa.

Skały, morze i my.
Wychodząc z lasu eukaliptusowego.
Na horyzoncie Picos de Europa.

wtorek, 2 września 2014

Bilbao-San Vicente de la Barquera, 28.08.-1.09.2014r.

Krajobraz. W Kantabrii widzieliśmy niesamowicie zróżnicowane wybrzeża, w większości skaliste. Mogliśmy także podziwiać z daleka Picos de Europa, najwyższy masyw górski w północno-zachodniej Hiszpanii (do 2600 m n.p.m.). Ogólnie jednak pokonujemy mniejsze różnice wysokości niż w Kraju Basków.

Klify Kantabrii.
Uroki Camino del Norte. 

czwartek, 28 sierpnia 2014

San Sebastian (Donostia)-Bilbao, 24.-27.08.2014

Wędrujemy szlakiem Camino del Norte, który także prowadzi do Santiago de Compostela, jest jednak znacznie mniej popularny niż Camino Frances...dlatego go wybraliśmy. Wiedzie tuż przy wybrzeżu Morza Kantabryjskiego, zarówno przez wsie, jak i duże turystyczne miejscowości, przez góry i doliny, tereny gdzie mówi się zarówno po hiszpańsku, jak i po baskijsku. Ten ostatni język jest o tyle ciekawy, że nie przypomina żadnego z funkcjonujących obecnie w Europie.

Trochę baskijskiego.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Figeac-Donostia (San Sebastian), 20.-23.08.2014r.

Veni! vidi! vici! Częściowo pieszo, częściowo autostopem pokonaliśmy ostatni etap we Francji. W tym miejscu chcemy zdementować powszechnie krążącą w Europie plotkę, iż Francuzi nie mówią po angielsku, bo są na to za dumni, czy inne takie bzdury. Rozmawialiśmy z ludźmi idąc po szlakach, jadąc autostopem, odpoczywając na kempingach czy w domach u couchsurferów... i wszyscy zwyczajnie narzekali na zbyt pobieżne podejście do języków obcych w szkołach. Wygląda na to, że to nie społeczeństwo wykazuje się ignorancją językową, a osoby odpowiedzialne za edukację.

I kolejna malownicza francuska wioska.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Le Puy-Figeac, 16.-19.08.2014r.

Przez ostatnie kilka dni przechodziliśmy przez Masyw Centralny - górzysty obszar południowej Francji. W architekturze tutejszych miejscowości dominuje kamień. Stanowi to dla nas ciekawą odmianę po drewniano-ceglanym budownictwie Niemiec i Szwajcarii. Po drodze nie mijaliśmy żadnych dużych miast, raczej wsie i miasteczka. W okolicy Aubrac wędrowaliśmy przez malownicze pastwiska, dosłownie tuż obok krów...i byków.  

Doglądając swoich posiadłości.
Typowy krajobraz wsi południowej Francji.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Thun-Le Puy, 5.-15.08.2014r.

Odcinek ten ciekawy był o tyle, iż po drodze zahaczyliśmy także o Berno, Basel, Frankfurt, Offenburg, Berlin, Poznań, a nawet Bydgoszcz:).

Wcześniej kilkakrotnie podróżowaliśmy autostopem po Europie, jednak nigdy w sezonie wakacyjnym. Dopiero teraz przekonaliśmy się, że ten sposób przemieszczania się nadal prężnie  funkcjonuje! Spotykaliśmy innych stopowiczów, co wiosną i jesienią nie miało miejsca. 

Wiele razy jechaliśmy z kierowcami z krajów, w których nigdy nie byliśmy m.in. Macedonii, Bułgarii, Turcji i Iraku (od tego pana dowiedzieliśmy się, że w Szwajcarii przepisy drogowe są tak surowe, iż miliarderzy z różnych stron świata prześcigają się tu w zdobyciu jak najwyższego mandatu...). Podróżując autostopem poznaje się często nietypowych ludzi. Nigdy nie wiadomo też, czy kolejny etap podjedzie się rozklekotanym hipisowskim wozem, czy luksusowym kabrioletem:).

Na szlak wróciliśmy w Lyon. Miasto to nazywane jest "małym Paryżem". Widać to szczególnie po szerokich bulwarach zabudowanych monumentalnymi kamienicami.
Wychodziliśmy stąd długo, snując się przez rozległe przedmieścia.


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Schwyz-Thun, 1.-4.08.2014r.

Alpy!

Vierwaldstaettersee (Jezioro Czterech Kantonów)
Widok ze statku na Klein Mythen i Gross Mythen
Idąc do Stans.
Przy Beckenried.

piątek, 1 sierpnia 2014

Konstanz-Schwyz, 29.-31.07.2014

Szwajcarską granicę przekroczyliśmy bezboleśnie, obyło się nawet bez sprawdzenia dowodów - Szwajcaria znajduje się w strefie Schengen. Na pierwszy rzut oka niewiele różniła się od Niemiec. Tylko trochę mniej pól, a więcej pastwisk. Z czasem zaczęliśmy wchodzić na teren górzysty. Już drugiego dnia naszego pobytu w tym kraju pokonaliśmy różnicę wysokości około 600 m. Widoki na wyższą partię Alp zapewne byłyby przecudne, gdyby nie fakt, że cały dzień padało.

Początek górzystej Szwajcarii.

wtorek, 29 lipca 2014

Ulm - Konstanz 25.-28.07.2014

Chyba najbardziej na tym odcinku zaskoczyła nas monotonność terenu. Zbliżaliśmy się do szwajcarskiej granicy, a było płasko jak w Bydgoszczy. Zaskoczyło nas także to, iż ani razu nie musieliśmy spać na dziko w lesie. Dwukrotnie skorzystaliśmy z Couchsurfing, raz z pola namiotowego...a raz, kiedy nie mieliśmy żadnego noclegu, już pod wieczór, w małej wsi zagadała do nas Niemka (ogólnie Niemcy bardzo często do nas zagadują) i zaproponowała nocleg w swoim domu. Po prostu wzięła dwie zupełnie obce sobie osoby i ugościła jak rodzinę! Czuliśmy się jakbyśmy spotkali własną babcię na południowym krańcu Niemiec! Wieczorem pomagaliśmy jej i jej mężowi łapać króliki na polu:). 

Najlepsza metoda na wysuszenie ręcznika:)

niedziela, 27 lipca 2014

Noerdlingen - Ulm 22.-24.07.2014

Od Noerdlingen aż do Ulm przemierzaliśmy tereny typowo rolnicze, włócząc się wśród pól, pastwisk i sadów. Czyli ogólnie liczba ucywilizowanych miejsc spadła do zupełnego minimum. Po wyjściu z miasta, którego Starówka ocalała dzięki uciekającemu prosiakowi, przechodziliśmy jedynie przez Giengen an der Brenz (tam narodził się pomysł produkcji pluszowych misiów) oraz Ulm (gdzie wróbel pomógł budowniczym rozwiązać problem przetransportowania drewnianej beli przez bramę)... byliśmy jeszcze w Neresheim... które dziwnym trafem nie zawdzięcza swojego rozwoju żadnemu zwierzęciu. Zawdzięcza go benedyktynom. Ich okazałe, barokowe opactwo, umieszczone na wzgórzu, zdecydowanie dominuje w okolicy. Oprócz ww. miejscowości w ciągu trzech dni nie minęliśmy żadnego, chociażby najmniejszego miasteczka.

Rolnicze rejony Niemiec.
Tubylcy zawsze obserwują nas z ciekawością.

wtorek, 22 lipca 2014

Graefenberg - Noerdlingen 18.-21.07.2014

Idziemy już miesiąc. Przez ten czas przebyliśmy około tysiąca kilometrów, pokonując dziennie coraz większe odległości. Z Gräfenbergu szlak prowadzi do Nürnbergu (Norymberga), liczy 38km, czyli jest to odcinek spokojnie do przejścia. Warto jednak wspomnieć, że na górze Teufelstisch urywa się (mapa, kompas, gps dla bardziej wygodnych, cokolwiek!). Teufelstich znaczy tyle co diabelski stół. Tego dnia diabelski był także upał. Po przebyciu ponad 25 km postanowiliśmy łapać stopa. W Norymberdze poszliśmy prosto do naszej dzisiejszej hostki - Arzu. Porozmawialiśmy troszkę, poczekaliśmy aż słońce przestanie spalać i udaliśmy się do centrum. Bardzo duże Stare Miasto i bardzo ładne. Podczas II wojny światowej zniszczone zostało 90% Norymbergi. Obecnie prezentuje się zdecydowanie lepiej niż Drezno, które spotkał podobny los. Do Arzu wróciliśmy po 21 i razem zjedliśmy typowo turecki obiad. Dla niej był to pierwszy posiłek od wielu godzin, postanowiła bowiem w tym roku wyjątkowo przestrzegać ramadanu. Jedzenie było dosyć  ostre i miało bardzo intensywny zapach! 

W drodze.
Norymberga.

niedziela, 13 lipca 2014

Dresden - Hof, 8.-13.07.2014

18.
Fascynujący dzień. Nocą przez Drezno przeszła potężna burza. Mieliśmy szczęście, że akurat nie spaliśmy pod chmurką, a w schronisku. Trzeba przyznać, że niemieckie schroniska mają standard zapewne niejednych polskich hoteli. Po drugiej stronie Łaby miasto, oprócz starówki, prezentuje się bardzo słabo. Obdrapane budynki, pełno śmieci, zarośla, graffiti, powybijane szyby w oknach.  Drezno znajduje się w dolinie, więc kiedy je opuściliśmy zaczęliśmy wdrapywać się na solidną górę. I później znowu, i znowu, i strome zejście, strome podejście, zejście, podejście, góra, dół. Po ponad dwóch godzinach takiego marszu usiedliśmy na ławce i wyrzuciliśmy do śmietnika wszystko, co nie było niezbędnie konieczne. Upał był nieziemski. Gdy doszliśmy do lasu usłyszeliśmy pierwsze grzmoty. Grzmiało coraz mocniej przez ponad pół godziny, ale nie padało. Kiedy w końcu zaczęło, widzieliśmy jedynie ścianę deszczu. Po wszystkim nasze peleryny przetrwały, ale w butach pływało. Do Grillenburga (!), z racji biegu podczas ulewy, dotarliśmy znacznie szybciej niż planowaliśmy. Okazało się tam, że nie ma żadnego busa do Freibergu, mimo, iż miasto to znajduje się w odległości 13 km. Zaczęliśmy więc łapać stopa. Zatrzymał się pierwszy przejeżdżający samochód! We Freibergu spaliśmy u Katrin z Couchsurfing w niezwykle klimatycznym mieszkaniu studenckim... właściwie to cała kamienica była studencka:).

Niemcy, jak widać, przejmują się mundialem:)