Wizyta w parku Keukenhof. Biorąc pod uwagę, że w Holandii pada przez średnio dwieście dni w roku, muszę przyznać, że z pogodą się udało 🙂 Udało się też z kwiatami, bałam się, że będzie już trochę za późno (początek maja), ale nie, tulipany były w pełnym rozkwicie. W tym rozległym na 32 ha parku poza tulipanami rosną też chyba wszystkie inne wiosenne kwiaty cebulowe (w sumie podobno siedem milionów cebulek) i kwitnące krzewy. Mania na punkcie tulipanów rozpoczęła się u Holendrów w XVII w., a wystawy w parku Keukenhof otwarte są corocznie od 1950 r. od końca marca do połowy maja. Kwiaty poukładane są w najróżniejsze kompozycje. Prezentuje się to po prostu wspaniale, dosłownie zapiera dech w piersiach. Zachwyca niesamowita różnorodność i rozmach. W sumie w ogrodzie można podziwiać ok. 800 odmian samych tulipanów. 🌷🙂🌷
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótki wypad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótki wypad. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 7 maja 2023
piątek, 27 kwietnia 2018
Co zobaczyć w Trydencie
Przechadzając się pierwszego dnia ulicami Trydentu „coś” wydawało mi się innego od znanych mi włoskich miast. Wprawdzie atmosfera jest włoska, jednak czuć wpływy niemieckiego porządku. Wszystko podejrzanie zadbane, uporządkowane, brak publicznie suszącego się prania! ;) Trydent to niewielkie, lecz całkiem ciekawe miasto, a dodatkowego uroku dodają mu okoliczne góry. Jest stolicą regionu Trydent - Górna Adyga, po włosku Trentino - Alto Adige. Może miasto nie jest aż tak fascynujące, żeby specjalnie organizować tam wyjazd (lotniska, na których lądują tanie linie są dość daleko), jednak przy okazji wyjazdu w Dolomity na pewno warto zatrzymać się tu na dzień lub dwa.
niedziela, 27 sierpnia 2017
Ekspres lombardzki. Mediolan - Lago di Como - Bergamo
Dziwnym trafem złożyło się, że
loty w środku sierpnia loty z Niemiec do Bergamo były bardzo tanie.
Musiałem wprawdzie dojechać do leżącego na końcu świata
lotniska Weeze, ale nadal się to opłacało. Po sennym, porannym locie trzeba było
ogarnąć dalsze działanie. Obok strefy przylotów na
lotnisku Orio al Serio trafiłem na kasę biletową. Za dojazd do
centrum Mediolanu płaci się 5 € w jedną stronę. Po wyjściu z
terminala nietrudno znaleźć autobus, kierowcy głośno informują
turystów, że jadą do Mediolanu i kiedy odjeżdżają.
Mediolan
Autobusy dojeżdżają pod mediolański
dworzec główny (Stazione Centrale). Postanowiłem najpierw się tam
trochę rozejrzeć. Następnego dnia miałem jechać stamtąd
pociągiem, więc chciałem się zorientować gdzie są kasy, a gdzie
perony. No i poczułem się jak w jakimś pałacu... Bogactwo
dekoracji i monumentalizm robią wrażenie. To taka zapowiedź, czego
mogę się spodziewać w Mediolanie.
niedziela, 30 kwietnia 2017
Tallin
Wraz z przekraczaniem kolejnych granic z lasów zaczęły znikać kwiatki, a w zamian wzrastała ilość zalegającego śniegu. Tallin przywitał mnie pyszną pogodą. Na niebie ani chmurki. Poszłam do centrum. Stan zadbania i czystości był dla mnie szokiem. Wcześniej jednak zszokowała mnie jeszcze ilość i jakość współczesnej architektury. Nie spodziewałam się, że Tallin jest tak nowoczesnym i dynamicznie rozwijającym się miastem!
Zacznijmy jednak od Starówki. Piękna, prawda? :)
Zacznijmy jednak od Starówki. Piękna, prawda? :)
czwartek, 23 marca 2017
Z namiotem dookoła Bergen
Wyjątkowo tani lot, tańszy niż bilet na pociąg na lotnisko. Przy okazji dowiedziałem się, że lotnisko w Szczecinie jest tak naprawdę w miasteczku Goleniów, odległym od samego Szczecina o 50 km. Na dosyć skromnym terminalu praktycznie nie można się zgubić. Przedpołudniowy lot do Bergen był jednym z niewielu tego dnia.
Miałem szczęście do pogody, jak na Norwegię było niesamowicie słonecznie. Może nawet cieplej niż w Polsce w tym czasie. Dzięki bezchmurnemu niebu już z samolotu mogłem trochę podziwiać. W głębi kraju jeszcze pełno śniegu, w końcu był to dopiero maj.
sobota, 11 marca 2017
Dublin i okolice
Bywają czasem takie kierunki podróży, że ludzie po drodze dziwią się, że jedziemy tam aby zwiedzać. Na przykład stopując do Szkocji musieliśmy przekonywać większość naszych kierowców, że wcale nie chcemy tam pracować i że nawet byłoby nas stać na bilet, ale zwyczajnie lubimy autostop...
Tym razem wybraliśmy się do Irlandii. Samolot pełen był rodaków, a z rozmów tam przeprowadzonych dowiedzieliśmy się co nieco o emigranckim życiu na obrzeżach Dublina. Bo tak często mieszkają Polacy, w blokach na przedmieściach, gdzie są całe polskie enklawy. Niektóre opowieści brzmiały dosyć strasznie (nie sądziliśmy, że narkotykowy problem jest tam aż tak... rozwinięty). Zarobki jednak robią swoje. Jedna z naszych rozmówczyń pracując od kilku lat w fast-foodzie (fakt, jednej z większych sieci) może sobie spokojnie pozwolić na podróże na inne kontynenty. A co z powrotem do Polski? Po jedenastu latach nie ma do czego wracać.
Z taką dawką informacji lądujemy na irlandzkiej ziemi.
poniedziałek, 12 października 2015
Holandia, a właściwie głównie Amsterdam
Amsterdam i Utrecht - te miasta mieliśmy okazję zbadać pod koniec zeszłego miesiąca.
Zacznijmy od początku. Z Paderborn do Amsterdamu daleko nie jest (ok. 340 km). Do granicy z Holandią korzystając z tego, że jeszcze mamy bilet studencki podjechaliśmy pociągami, a dalej łapaliśmy stopa. Dobra miejscówka, bo i spory ruch, i ładne miejsce do zatrzymania się... no i my też nie wyglądaliśmy najgorzej... ale czekaliśmy ładną godzinę! W końcu zatrzymała się (jak się okazało później)... Polka! :) Podwiozła nas do Velp, gdzie mieszkała. Stamtąd mieliśmy dostęp bezpośrednio do autostrady na Amsterdam. Mimo że miejscówkę i warunki mieliśmy jeszcze lepsze, czekaliśmy ponad godzinę, aż zatrzymał się kierowca z... Maroko :) Z entuzjazmem opowiadał, że zawsze zabiera autostopowiczów, czyli miało to miejsce... 5 razy w ciągu ostatnich 15 lat.
Podwiózł nas do Utrechtu. Pierwszym, co rzuciło nam się w oczy były duże, bardzo duże parkingi dla rowerów. Starówka miasta jest zdecydowanie warta zwiedzenia. Nad miastem góruje katedra. Szczególny w budowli jest brak połączenia wieży z resztą kościoła. Część katedry zawaliła się w XVII wieku i zamiast odbudowywać konstrukcję pozostawiono w tym miejscu plac.
niedziela, 13 września 2015
Nadrenia Północna-Westfalia
Nadrenia Północna-Westfalia jest nazwą, która u większości osób spoza Niemiec wywołuje niewiele skojarzeń. Polski wariant właściwie wywołuje nawet wątpliwości, czy to Nadrenia jest „Północna”, czy może jednak Westfalia. Dopiero wymienienie kilku miast, jak Kolonia, Düsseldorf lub Dortmund mówi zazwyczaj coś więcej ;). Ogromne zagęszczenie miast sprawia, że Nadrenia Północna-Westfalia to najludniejszy kraj związkowy w Niemczech. Oprócz Zagłębia Ruhry, największego obszaru przemysłowego, land ten ma do zaoferowania też spokojniejsze rejony. Nieco na uboczu leży górzysty Sauerland, rowerowy Münster czy Paderborn, w którym mieliśmy okazję mieszkać przez ostatni rok.
niedziela, 28 czerwca 2015
Florencja - Piza
Prawdopodobnie najsłynniejszym zabytkiem
Florencji jest górująca nad miastem katedra Santa Maria del Fiore. Większość
osób kojarzy ją z wczesnorenesansową kopułą projektu Brunelleschiego, jednak
pozostałe elementy świątyni również są interesujące.
Co ciekawe, najbardziej
charakterystyczne elementy katedry pochodzą z różnych epok: baptysterium z X wieku,
gotycka dzwonnica i ukończona dopiero w XIX wieku fasada. Wśród florenckich
kościołów, do ważniejszych zalicza się również Santa Maria Novella, Santa Croce
i San Lorenzo wraz z kaplicą Medyceuszy.
czwartek, 11 czerwca 2015
Ryga i okolice
Na Łotwę, jak w przypadku paru innych wypadów, sprowadziły nas dwa zasadnicze czynniki: ciekawość i tanie bilety lotnicze. W ten oto sposób znaleźliśmy się w Rydze...
Z lotniska łatwo dojechać można do centrum miasta. Po drodze jednak nasz autobus został zatrzymany przez policję! Po co? Po to aby przeprowadzić kontrolę biletów... serio! Od kiedy w zeszłym roku ceny biletów podskoczyły do góry prawie o połowę kontrole odbywają się z policyjną obstawą. Gdy w końcu szczęśliwie dotarliśmy do centrum skierowaliśmy się do Niksa, u którego mogliśmy przenocować dzięki Couchsurfingowi. Student akademii wychowania fizycznego, a przy okazji pasjonat literatury i miłośnik muzyki, zarówno współczesnej jak i klasycznej.
sobota, 18 kwietnia 2015
Werona & Bergamo
Ostatnią północnowłoską relację urwaliśmy w
momencie podróży pociągiem z Wenecji do Werony. Pierwszym
skojarzeniem związanym
z Weroną będą oczywiście Romeo i Julia. Jednak nawet osoby zupełnie
niezainteresowane szekspirowskim dramatem i nieczułe na romantyczne porywy mogą
znaleźć w Weronie coś dla siebie. Miasto o liczącej ponad 2 tysiące lat
historii pełne jest zabytków z różnych epok.
Pierwszym
rzeczą, na którą zwróciliśmy uwagę zmierzając z dworca
Verona Porta Nuova na stare miasto, były błyszczące w oddali szczyty
alpejskiego podgórza. Po pokonaniu szerokiej alei dotarliśmy do najstarszej części miasta.
Reprezentatywny Piazza Bra jest jednym z ważniejszych placów
w mieście. Nazwa jest
skrótem od słowa breit - szeroki (wbrew pozorom to nie z niemieckiego,
lecz z dawno wymarłego języka longobardzkiego). Przy Piazza Bra znajduje się
amfiteatr z czasów rzymskich, jedna z większych zachowanych budowli tego
typu. Amfiteatr jest obecnie regularnie wykorzystywany na cele przedstawień i
koncertów.
Ruszyliśmy na spacer po mieście. Po dwóch
dniach w Wenecji znowu musieliśmy przyzwyczaić się do unikania przejeżdżających wąskimi uliczkami
samochodów ;p. Architektoniczną ciekawostką, jaką można zauważyć w Weronie są kościoły z
pasiastymi fasadami, wykonanego z marmuru przeplatanego cegłą. Niestety wstęp
do większości werońskich kościołów jest płatny.
niedziela, 12 kwietnia 2015
Wenecja po naszemu
Wylądowaliśmy na lotnisku Treviso. Od Wenecji dzieliło nas jeszcze 30 kilometrów. Stanęliśmy przyległej do lotniska szosie, łapiąc stop do miasta. Po niezbyt długim czasie oczekiwania udało nam się szczęśliwie znaleźć transport bezpośrednio do celu. Naszym kierowcą był rodowity mieszkaniec Wenecji, który powiedział nam, że to trudne miasto do życia, a dobre do odwiedzenia.
Miasto bez transportu kołowego
Po przejechaniu przez bardzo długi most, łączący historyczną Wenecję ze stałym lądem, wysiedliśmy na Piazzale Roma, czyli najdalej jak było to możliwe. Do dalszych rejonów miasta samochody, a nawet popularne we Włoszech skutery, nie mają już dostępu. Zarówno mieszkańcy, jak i odwiedzający pozostawiają swoje auta na wielkich parkingach. Pozostają własne nogi i... oczywiście transport wodny. O weneckich gondolach słyszało niemal każde dziecko, również tramwaj wodny mieści się w granicach wyobraźni, natomiast naprawdę w Wenecji pływa praktycznie wszystko: wodne karetki, wodne ciężarówki, wodne taksówki, wodne śmieciarki. Obserwowanie tego powszedniego ruch na weneckich kanałach może być ciekawsze od podziwiania eleganckich gondoli...
Korek na drodze Pływający warzywniak:)
niedziela, 21 grudnia 2014
Nie tylko Gaudi, czyli spacer po Barcelonie
piątek, 5 grudnia 2014
Craiova. Rumunia
W Craiova wylądowaliśmy o 11:00 czasu lokalnego, czyli o 10:00 czasu środkowoeuropejskiego. Nawierzchnia pasa startowego poskładana mniej lub bardziej dokładni z betonowych płyt. Poza tym lotnisko niewielkie, ale posiada wszystko co niezbędne do sprawnego funkcjonowanie. Plusem jest fakt, że port lotniczy znajduje się zaledwie 6 km od miasta, można się więc przejść napawając się...urokiem tutejszych przedmieść.
P.S. Spokojnie, chodnik jest...gdzieniegdzie:).
Miasto zdominowane jest przez blokowiska. De facto ciężko tu o Starówkę. Craiova powstała w już w średniowieczu, ale rozrosła się mocno i szybko dopiero po II wojnie światowej. Widać to po szerokich alejach zabudowanych blokami, których stan pozostawia wiele do życzenia. Standardowym widokiem są niedokończone inwestycje, budynki częściowo ocieplone styropianem, niszczejące materiały elewacyjne lub też zwyczajny ich brak...
niedziela, 2 listopada 2014
Spacer po Sztokholmie
Do Szwecji dolecieliśmy wieczorem i po nocy spędzonej
na lotnisku zaczęliśmy łapać stopa do Sztokholmu (odległość z lotniska
Sztokholm Skavsta do Sztokholmu wynosi 90 km!). Skład: 2 chłopaków + dziewczyna
- spodziewaliśmy się czekania dłuższego niż zwykle...a tu nie! Po mniej więcej
30 minutach zatrzymała się kobieta, otworzyła drzwi i powiedziała: „I`m sorry
but I don`t speak Swedish”...my właściwie też:). Okazało się, że pochodzi z
Węgier. Zawiozła nas aż do Mälarhöjden, czyli na obrzeża Sztokholmu, gdzie
mieszkała. Po tym, jak zgłębiliśmy ceny biletów na przejazd do centrum,
postanowiliśmy się tam przejść...w końcu, co to jest 10 km?:) Początkowo
minęliśmy Hägersten – dzielnicę domków jednorodzinnych, a następnie Liljeholmen,
gdzie krajobraz miasta zdominowały zatopione w zieleni bloki. W oknach brak żaluzji i
zasłon, idąc chodnikiem bez trudu można było uchwycić, czy ktoś zdążył
posprzątać po śniadaniu, czy też w pośpiechu pojechał do pracy.
Architektura jest tu bardzo stonowana, bez
zbędnych dekoracji, szaleństw w formie, czy elewacjach.
Sztokholm, jak parę innych miast, nazywany jest
Wenecją północy. Pasuje. Pierwszy most (podobno jest ich 54!) poprowadził nas
na wyspę Sodermalm, znajdującą się o krok od centrum Sztokholmu. Nagrodą za podejście na najwyższe
punkty wyspy są piękne widoki na Stare Miasto.
| Ciekawe rozwiązania ulic! |
Subskrybuj:
Posty (Atom)



