środa, 12 sierpnia 2015

Liborifest i inne festy

Niedawno zakończył się u nas Liborifest... trwał ponad tydzień powodując wycięcie centrum z komunikacji miejskiej oraz zalanie go tysiącami osób.

Już w zeszłym roku idąc do Finisterry zaobserwowaliśmy to dziwne zamiłowanie Niemców do tego typu imprez. Szliśmy od miasteczka do miasteczka i wielokrotnie natrafialiśmy na festy. Fest? Trudno przełożyć to słowo na polski... Dosłownie oznacza "święto", lecz w praktyce coś w stylu raczej większego lub mniejszego jarmarku, wiążącego się z większą ilością straganów (z piwem, kiełbasą i innymi uwielbianymi przez miejscowych specjałami), karuzeli, scen koncertowych, dziwnych instalacji. Wszystko powiewa czystym kiczem, którego Niemcy bynajmniej za kiczowaty nie uznają ;P 

środa, 5 sierpnia 2015

W bawarskich Alpach. Zjawiskowe Königssee i ambitne szlaki.

Wciśnięte pomiędzy alpejskie szczyty, nieduże Berchtesgaden, dało swoją nazwę całemu powiatowi (Berchtesgadener Land) oraz najbardziej malowniczemu masywowi górskiemu w niemieckich Alpach. Niemal z każdego punktu miejscowości widoczny jest Watzmann (2713 mnpm), najwyższy szczyt po niemieckiej stronie Alp Berchtesgadeńskich. Tutaj przyjeżdżał Adolf Hitler, który odpoczywał w nieistniejącej już górskiej willi. Do dzisiejszych czasów zachowała się natomiast herbaciarnia na szczycie Kehlstein, podarowana dyktatorowi z okazji 50 urodzin... Nas jednak bardziej zainteresowało górskie jezioro Königssee, położone kilka kilometrów na południe od Berchtesgaden.

wtorek, 28 lipca 2015

Wyprawa do Bawarii. Tradycje, góry i browar w szkole.

Bawaria jest największym krajem związkowym w Niemczech i dzieli się na wiele regionów.  Bywaliśmy już we wielu zakątkach tego landu, ale dopiero w tym roku udaliśmy się do Górnej Bawarii (niem. Oberbayern), gdzie „bawarskość” osiąga swoje maksimum. Region ten obejmuje Monachium i tereny położone na południe od miasta. O Monachium pisaliśmy w osobnym artykule, teraz opowiemy o rejonach podalpejskich, o tradycjach oraz o samych górach...
Bawarski sznyt
Bawaria jest regionem w którym niezwykle silne są lokalne tradycje. Dzięki temu, że mieszkańcy nadal kultywują tamtejsze obyczaje, kultura Bawarii nie została na razie zamknięta w skansenach.
Na początku warto wspomnieć o bawarskich strojach. Bawarczycy nadal zakładają swój tradycyjny ubiór z okazji ważniejszych uroczystości, ale nie tylko. We wielu lokalach gastronomicznych kelnerki obsługują gości ubrane w dirndl, barwny strój noszony zarówno po niemieckiej, jak i austriackiej stronie Alp. Oczywiście w każdym regionie ubiór jest nieco inny, nawet na terenie samej Bawarii występują jego zróżnicowane warianty. W przypadku męskiego stroju nieodłącznymi elementami są skórzane spodenki na szelkach (Lederhose). Dumniejsi Bawarczycy zakładają takie spodenki również bez szczególnej okazji, np. po prostu wybierając się na niedzielny spacer po mieście.
Dumą Bawarii jest również kuchnia, która do najlżejszych nie należy. Niezawodny w poznaniu lokalnej kuchni okazał się Couchsurfing. Goszczący nas w miejscowości Gmund am Tegernsee Barbara i Raphael zaserwowali nam tradycyjne bawarskie śniadanie. Jada się tam białą kiełbasę (Weißwurst), przyprawioną przeznaczoną specjalnie do tego celu słodką musztardą. Do przegryzienia oczywiście tradycyjny bawarski precel. My wprawdzie do śniadania piliśmy banalną kawę, ale prawdziwy Bawarczyk popił by je zapewne piwem. I to wcale nie żart! :)

Źródło: Flickr.com

sobota, 25 lipca 2015

München

Z Paderborn (tam teraz mieszkamy) do Monachium udało nam się dotrzeć, płacąc 1 euro od łebka. Częściowo autostopem, a częściowo Megabusem, który dopiero raczkuje w Niemczech i dlatego oferuje przewozy w fenomenalnie niskich cenach. 

Monachium zamieszkuje bagatela ok. 1,5 mln ludzi, czyli podobnie jak stolicę Polski. Miasto jest tak ogromne, że bez korzystania ze środków transportu publicznego ciężko byłoby się po nim poruszać. Do wyboru mamy tramwaje, autobusy, szybką kolej miejską, a nawet metro. Zwiedzając Monachium w kilka osób opłaca się kupić dzienny bilet grupowy, pozwalający poruszać się dowolnie wszystkimi środkami komunikacji. 

My spędziliśmy tu trzy dni. I chociaż jednomyślnie (co nie zdarza się często :P) uznaliśmy, że nie moglibyśmy mieszkać w tak dużym mieście, to polecamy stolicę Bawarii jako cel wyjazdu. 

niedziela, 5 lipca 2015

Rumunia

Alex, Denisa i Sonia. Każda z nich pochodzi innego rejonu Rumuni. W Niemczech znalazły się dzięki programowi Erasmus.

niedziela, 28 czerwca 2015

Florencja - Piza

Gdy znaleźliśmy się po drugiej stronie Apeninów, w stolicy Toskanii, już na pierwszy rzut oka widać było różnicę w porównaniu z odwiedzonymi dzień wcześniej miastami. Duża ilość turystów we Florencji może być denerwująca, ale rzeczywiście jest tam co oglądać. O ile świetność Bolonii przypadała na średniowiecze, rozkwit Florencji nastąpił w czasach renesansu. Tworzyli tu między innymi Leonardo da Vinci i Michał Anioł.
Prawdopodobnie najsłynniejszym zabytkiem Florencji jest górująca nad miastem katedra Santa Maria del Fiore. Większość osób kojarzy ją z wczesnorenesansową kopułą projektu Brunelleschiego, jednak pozostałe elementy świątyni również są interesujące. 

Co ciekawe, najbardziej charakterystyczne elementy katedry pochodzą z różnych epok: baptysterium z X wieku, gotycka dzwonnica i ukończona dopiero w XIX wieku fasada. Wśród florenckich kościołów, do ważniejszych zalicza się również Santa Maria Novella, Santa Croce i San Lorenzo wraz z kaplicą Medyceuszy.

sobota, 20 czerwca 2015

Autostop. Parma - Bolonia.

Autostopem po Włoszech
Parma - Bolonia
Naszą wyprawę rozpoczęliśmy w Parmie. Po nocce spędzonej na trawniku pod Palazzo della Pilotta (niestety tamtejsze lotnisko zamykane jest na noc) zwiedziliśmy miasto... Parma, czyli ojczyzna parmezanu i szynki parmeńskiej... Widok tutejszych delikatesów może w pierwszym momencie lekko szokować, szczególnie biorąc pod uwagę dużą ilość szynki w postaci zwisających z sufitu potężnych udźców. Po spacerze i kawie skierowaliśmy się na obrzeża miasta aby złapać stopa w kierunku Bolonii. Mieliśmy do pokonania około 90 km, a nasza trasa pokrywała się z starożytną rzymską drogą Via Aemilia. Był to ważny szlak łączący wybrzeże Adriatyku z północną Italią. Miasta znajdujące się przy drodze mają antyczny rodowód i do dzisiejszych czasów w układzie ulic widać widoczny jest przebieg Via Aemilia.

czwartek, 11 czerwca 2015

Ryga i okolice

Na Łotwę, jak w przypadku paru innych wypadów, sprowadziły nas dwa zasadnicze czynniki: ciekawość i tanie bilety lotnicze. W ten oto sposób znaleźliśmy się w Rydze...

Z lotniska łatwo dojechać można do centrum miasta. Po drodze jednak nasz autobus został zatrzymany przez policję! Po co? Po to aby przeprowadzić kontrolę biletów... serio! Od kiedy w zeszłym roku ceny biletów podskoczyły do góry prawie o połowę kontrole odbywają się z policyjną obstawą. Gdy w końcu szczęśliwie dotarliśmy do centrum skierowaliśmy się do Niksa, u którego mogliśmy przenocować dzięki Couchsurfingowi.  Student akademii wychowania fizycznego, a przy okazji pasjonat literatury i miłośnik muzyki, zarówno współczesnej jak i klasycznej.

czwartek, 28 maja 2015

Serbia

Metodije pochodzi z Serbii i tak jak nasi poprzedni rozmówcy uczy się niemieckiego w Paderborn. Jednak kursu językowego nie traktuje wcale jako przepustki na niemiecki uniwersytet, nie jest mu to też potrzebne w ramach kariery zawodowej. Do Niemiec sprowadziła go po prostu możliwość poznania kolejnego kawałka świata. Na co dzień nasz znajomy jest prawosławnym księdzem i co ciekawe, nosi on tajemniczy tytuł hieromnicha.


Co właściwie oznacza bycie hieromnichem?

wtorek, 5 maja 2015

Sardynia - inne miejsca do koniecznego zobaczenia

Stintino i La Pelosa

Stintino to bardzo urokliwa portowa miejscowość na północno - zachodnim wybrzeżu Sardynii. Bezpośrednio można tam dojechać z Sassari i Porto Torres, a w sezonie także z Alghero. Uwaga! Autobusy nie kończą swojej trasy w Stintino, można nimi dojechać dalej, aż do La Pelosa! Tą plażę szczególnie polecamy poza sezonem, kiedy to bez przeciskania się przez tłumy można podziwiać piękne widoki. Widoczna z niej kamienna wieża pochodzi z XVI wieku, a na północ od niej znajduje się jeszcze kilka niezamieszkałych wysp, z których największa Asinara jest w całości objęta parkiem narodowym. Z plaży do Stintino wróciliśmy pieszo, powłóczyliśmy się tam po wąskich uliczkach, w kawiarni delektowaliśmy się ginsengiem. 

Gdy już czekaliśmy na przystanku w pewnym momencie zatrzymał się autobus jadący w przeciwną stronę. Teoretycznie mieliśmy nim pojechać dopiero za 20 min, kiedy już dojedzie do La Pelosa i wróci do Stintino, jednak kierowca stwierdził, że nie mamy marznąć na przystanku i w ten sposób załapaliśmy się jeszcze na wieczorną przejażdżkę po wybrzeżu. Kierowca, bardzo sardyński, a co za tym idzie także bardzo rozmowny (w każdym autobusie jest kartka z napisem "nie zagaduj kierowcy"... powinno być raczej "nie zagaduj, kierowco" :) Opowiadał o Sardynii, swojej pracy i życiu, a przy okazji wypytywał nas. Oczywiście cała rozmowa odbywała się w języku włoskim. Kierowcy jednak nie zrażało nasze kaleczenie jego języka, przeciwnie, był zadowolony, że ma z kim pogadać i komu powiedzieć, że Sardynia to najpiękniejsze miejsce na świecie. W Porto Torres miał przerwę i zaprosił nas do baru. Pomimo, że była godzina 22 niemalże wszyscy pili kawę... nas może dziwić to w podobnym stopniu, jak Włochów ilość wypijanej przez nas herbaty. 
Też się skusiliśmy na typowo włoski naparstek czarnej espresso, aby doładować akumulatory na czekający nas jeszcze tego dnia powrót do Alghero.