niedziela, 10 kwietnia 2016

Izmir

Drogę do Izmiru pokonaliśmy pociągiem. Okazało się, że to dosyć popularne połączenie, więc panował tam niezły ścisk i całą drogę staliśmy... Tłok jednak sprzyja pogawędkom :). Zupełnym przypadkiem w tej puszce sardynek tuż obok nas stała dziewczyna, która pół roku spędziła na Erasmusie w Polsce. Powiedziała nam, że jej ulubionym polskim słowem jest ..."jajo", bowiem będąc kiedyś w sklepie nie była w stanie wytłumaczyć sprzedawczyni, że chce kupić jajko. Bidula produkowała się po angielsku, najskuteczniejszy okazał się jednak język "migowy". Po ładnych kilku minutach ekspedientka odgadła kalambury i powiedziała głośno: "aaa, JAJO"... Jakie to wspomnienia zostają ludziom po wizycie w Polsce :D
Izmir jest dosyć ciekawie położonym miastem, leży bowiem nad zatoką, którą niemal całkowicie otacza. Przemieszcza się po nim wobec tego także promem, a dla mieszkańców Izmiru rejs po śródziemnomorskiej zatoce jest tak banalną sprawą jak dla nas przejażdżka tramwajem :) 




Symbolem miasta jest stosunkowo nieduża, lecz kunsztownie zdobiona wieża zegarowa, stojąca na placu Konak. Zaprojektowana przez francuskiego architekta z zegarem będącym podarunkiem niemieckiego cesarza. Dookoła, jak to bywa na placach, pełno gołębi. Jednak gołębie w Izmirze stały się biznesową inspiracją. Na placu Konak spotykamy mnóstwo sprzedawców oferujących... kubki z ziarnem do karmienia ptaków :)



Ataturk - jego pomniki, ulice...są niemalże w każdym mieście.

W dzielnicy Konak, za odgradzającymi nabrzeże wielkimi gmachami, kryje się tętniący życiem bazar. Jak to w Turcji bywa, zajmuje on spory kawałek miasta. W nowoczesnym Izmirze właśnie stary bazar jest ostoją dawnego, orientalnego klimatu. Oprócz ...WSZYSTKIEGO można tu znaleźć także opuszczone świątynie przerobione na magazyny oraz całkiem sporo pamiątek po protestach antyrządowych z 2013 r. - tych generalnie w Izmirze nie brakuje, przykładem są chociażby kolorowe schody ze zdjęcia poniżej.

Sporo ciekawych miejsc udało nam się zobaczyć dzięki naszemu gospodarzowi Seckinowi. Zawędrowaliśmy między innymi pod wieżę Asansör, najstarszą windę w mieście. Konstrukcje ufundował ładne 100 lat temu pewien żydowski przedsiębiorca, aby ułatwić mieszkańcom poruszanie się między podzielonymi wysoką skarpą częściami dzielnicy. Poznaliśmy też historię Dario Moreno, pochodzącego z Izmiru muzyka, którego pieśni umilają obecnie przejażdżkę windą. Artysta w latach 40-tych mieszkał przy ulicy prowadzącej do Asansör. Z górnego tarasu roztacza się fenomenalny widok na Izmir.



Pisaliśmy to już co najmniej kilka razy, ale napiszemy raz jeszcze - Couchsurfing to świetna sprawa. Także i w Izmirze nasz gospodarz oprowadził nas po mieście, pokazał zakamarki, gdzie turyści nie zaglądają, a na bazarze zaprowadził do stoiska z najlepszym sokiem w mieście - wiecie, takim wyciskanym na miejscu ze świeżutkich owoców i pitym ze szklanek ledwo co opłukanych po poprzedniej osobie ;)
Gizem, Seckin i my, tym razem na kawie^^


Następny etap wyprawy:










Poprzedni etap wyprawy:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz