sobota, 26 marca 2016

Turkisz riwiera



Tureckie wybrzeże Morza Śródziemnego pełne jest małych miejscowości utrzymujących się z turystyki. Latem zalewane są one przez tłumy turystów, później jednak świecą pustkami... niby standard, ale kiedy dotarliśmy tam pod koniec listopada było nawet całkiem ciepło :)

Z Antalyi do Fethiye bez większych problemów dotarliśmy autostopem. Lekką niepewność poczuliśmy na miejscu, kiedy już dotarliśmy na ulicę naszego gospodarza, a on... ciągle nie odpisywał na sms-a. Usiedliśmy na krawężniku i czekaliśmy... potem poszłam do dwóch najbardziej prawdopodobnych domów, zapytać czy przypadkiem nie znają tego człowieka. Nie znali, ale jeden pan zaprosił nas do siebie na kawę. Udostępnił też komputer, włączyłam Couchsurfing i chciałam napisać wiadomość do Ibrahima... wtem nasz tymczasowy gospodarz zaczął wykrzykiwać, że to przecież jego sąsiad! Wyraźnie ożywiony najpierw wybiegł na zewnątrz i zaczął go wołać, później do niego zadzwonił. Ostatecznie Ibrahim się odnalazł i dwa następne dni w Fethiye spędziliśmy spokojnie ładując swoje akumulatory ;)

Fethiye




Poza sezonem niczym miasta duchów

Fethiye jest wprawdzie położone nad zatoką, jednak zdaje się, jakby leżało nad jeziorem otoczonym skalistymi wzgórzami. To właściwie taki naturalny port, prawdopodobnie właśnie dlatego już w czasach starożytnych założono tu miasto. Ze starożytności mamy tu amfiteatr, niestety ktoś w barbarzyński sposób postanowił go odbudować... :( Może praktyczne, lecz chyba nie od tego są zabytki? Na szczęście nietknięte pozostają licyjskie grobowce w skałach powyżej starej części miasta. Skojarzyć się mogą z Amasyą, jednak te w Fethiye zostały znacznie staranniej wyrzeźbione. I nie trzeba kupować wejściówki - z ulicy wszystko świetnie widać!





W centrum Fethiye natrafiliśmy na takie ciekawostki ogrodnicze:



Dalyan odwiedziliśmy aby zobaczyć kolejne skalne grobowce... sporo ich w tej Turcji ;) Te w Dalyan ze względu na rozmiar i kunszt są jednymi z najważniejszych zabytków w regionie. Grobowce leżą na terenie starożytnego miasta Kaunos, które od miasteczka Dalyan oddziela rzeka. Okazało się, że nie ma mostu (kiedyś był, ale stwierdzono, że nie sprzyja to biznesowi) więc jedynym sposobem aby się tam dostać jest przeprawa łodzią. Opcje są dwie: taksówka wodna, albo niewielka łódka.
Kolejnym punktem wyprawy była miejscowość Marmaris który, podobnie jak Fethiye, położony jest nad szczelnie ogrodzoną przez skały zatoką. Do miasta prowadzi właściwie tylko jedna droga. Marmaris pełen jest hoteli, restauracji i kawiarni...zbytnio jednak nie pozwiedzaliśmy. W krótkiej chwili bez deszczu przeszliśmy się przylegającym do starówki nabrzeżem. Po sezonie niepodzielnie rządzą tam koty :) Wystarczyła chwila, aby zbiegły z zaciekawieniem (brak zainteresowania na poniższym zdjęciu jest pozorowany :P).
:)

Następny etap wyprawy:










Poprzedni etap wyprawy:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz