niedziela, 12 kwietnia 2015

Wenecja po naszemu

Wylądowaliśmy na lotnisku Treviso. Od Wenecji dzieliło nas jeszcze 30 kilometrów. Stanęliśmy przyległej do lotniska szosie, łapiąc stop do miasta. Po niezbyt długim czasie oczekiwania udało nam się szczęśliwie znaleźć transport bezpośrednio do celu. Naszym kierowcą był rodowity mieszkaniec Wenecji, który powiedział nam, że to trudne miasto do życia, a dobre do odwiedzenia. 

Miasto bez transportu kołowego
Po przejechaniu przez bardzo długi most, łączący historyczną Wenecję ze stałym lądem, wysiedliśmy na Piazzale Roma, czyli najdalej jak było to możliwe. Do dalszych rejonów miasta samochody, a nawet popularne we Włoszech skutery, nie mają już dostępu. Zarówno mieszkańcy, jak i odwiedzający pozostawiają swoje auta na wielkich parkingach. Pozostają własne nogi i... oczywiście transport wodny.  O weneckich gondolach słyszało niemal każde dziecko, również tramwaj wodny mieści się w granicach wyobraźni, natomiast naprawdę w Wenecji pływa praktycznie wszystko: wodne karetki, wodne ciężarówki, wodne taksówki, wodne śmieciarki. Obserwowanie tego powszedniego ruch na weneckich kanałach może być ciekawsze od podziwiania eleganckich gondoli...

Korek na drodze                                                                      Pływający warzywniak:) 

Piazza San Marco
Wybraliśmy się na spacer. Ruszyliśmy po prostu przed siebie, błądząc wąskimi uliczkami. Po pewnym czasie dotarliśmy na Plac Św. Marka. Prawdę mówiąc, nie zrobił na nas szczególnego wrażenia. Poprzez to miejsce nieustannie przepływają tłumy turystów, a wśród nich krążą dość natrętni sprzedawcy różnych towarów. Sama katedra nie wyróżnia się w znacznym stopniu, lecz jej bogate, bizantyjskie zdobienia stanowią ciekawostkę pośród innych średniowiecznych świątyń Europy Zachodniej.  Poza tym katedra stała się wzorcem dla większości kościołów Wenecji.

Jak przetrwać noc na weneckim bruku
Mieliśmy jeszcze duuużo czasu na zwiedzanie. Nocleg rezerwowaliśmy z małym wyprzedzeniem, więc ceny nie były zachęcające. Jak w każdym popularnym turystycznym mieście znalezienie kogoś z Couchsurfingu jest jak wygrany los na loterii... Z dwóch nocy w Wenecji pierwszą postanowiliśmy spędzić na świeżym powietrzu, a drugą w hostelu. Pomimo pewnych niedogodności, jest to całkiem ciekawe rozwiązanie. W takich wypadkach dobrze jest mieć jakiś punkt zaczepienia, gdzie można spędzić chociaż część nocy. Po długim spacerze natrafiliśmy przypadkiem na niewielką tawernę (osteria). Wnętrze było bardzo przyjemnie urządzone, ściany wyklejone starymi afiszami/plakatami teatralnymi. Spędziliśmy tam parę godzin. Gdy wyszliśmy, ulice świeciły już pustkami. Postanowiliśmy znaleźć miejsce, w którym można przeczekać lub nawet przespać do rana. Udało nam się znaleźć przystanek tramwaju wodnego (vaporetto). Ogólnie było to całkiem spokojne miejsce, zadaszenie zapewniało ochronę przed deszczem... tylko kursujący regularnie nocny vaporetto zakłócał ten spokój, przybijając do przystanku i trzęsąc nim. Działo się tak, pomimo że nikt nie wsiadał ani też nikt nie wysiadał. 


Nad ranem wyruszyliśmy dalej. Pozbawione jeszcze ludzi miasto miało niesamowity nastrój, w ciszy podziwiać można dostojny urok kościołów, pałaców, jak również zwykłych kamienic. Zatrzymaliśmy się także na zupełnie pustym placu Św. Marka, co jest naprawdę nietypowym widokiem. Powoli słońce zaczęło wschodzić nad wenecką laguną. Dzień rozpoczął się gdy włóczyliśmy się przez dzielnicę Dorsoduro. Pierwsi na ulicach pojawili się mieszkańcy wyprowadzający psy na spacer oraz dostawcy dostarczający towary do sklepów, restauracji etc. Po wyładowaniu produktów z łodzi pracownicy muszą wozić je do punktu docelowego na dwukołowych wózkach. Pokonanie przez nich każdego z weneckich kanałów wiąże się z wciągnięciem wózka po schodach na kładkę, a następnie bezpiecznym ściągnięciem go w dół. 
W końcu dotarliśmy do naszego hostelu, ulokowanego w kilkusetletniej kamienicy. Ze znajdującego się na poddaszu pokoju dostrzec można było Canale Grande, który przekroczyliśmy wielokrotnie podczas naszego wielogodzinnego spaceru. Po odespaniu nocnego zwiedzania wyruszyliśmy znowu na miasto. 


Co jeszcze należy wiedzieć o Wenecji?
Wenecja jest szczególnym miastem. Pomimo że nie posiada starożytnej historii, zachowała się przez wieki lepiej niż wiele innych włoskich miast. Wenecja podzielona jest na sześć dzielnic (sestieri) wyznaczanych jeszcze w średniowieczu. Zaskakująca jest też sama numeracja domów, które numerowane są według dzielnic. Widzimy więc nieraz niezwykle wysoki numer, następnie nazwę dzielnicy i w celach pomocniczych nazwę ulicy przy której znajduje się wejście do danego budynku. Np. 2342 San Marco, Calle Paradiso. Calle to tradycyjne weneckie określenie ulicy. Funkcjonują również osobne określenia na ulice wzdłuż kanałów (fondamenta), ulice w miejscu zasypanych kanałów (rio terrá) i uliczki w przejściach pod budynkami (sotoportega) itd. 
Wenecja jest dosyć często podtapiana. W mieście napotkać można mapki pokazujące jak poruszać się po mieście w czasie powodzi. Problemem Wenecji jest również wyludnianie. Wysokie ceny i trudne warunki sprawiają, że coraz mniej osób mieszka na weneckich wyspach. Przyszłość miasta nie prezentuje się w różowych barwach, tym bardziej warto poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z tym niezwykłym miejscem.

Gondole są nieodłącznym elementem weneckiego krajobrazu. Wycieczka gondolą trochę kosztują, ale cena liczona jest za całą gondolę. Im więcej znajomych się weźmie do gondoli, tym bardziej się będzie to opłacało. Można płynąć maksymalnie w szóstkę. Są też miejsca, w których większa wersja gondoli, nazywająca się traghetto, wykorzystywana jest jako przeprawa przez Canale Grande. Regularne kursy w cenie 2€ od osoby zapewniają łączność w miejscach, w których brakuje mostów. Z tego środka transportu często korzystają mieszkańcy Wenecji.

Rejs tramwajem wodnym kosztuje 7€. W dniu wyjazdu zdecydowaliśmy się na przejażdżkę po Canale Grande, aby dostać się w ten sposób z powrotem na Piazzale Roma. Jednak spotkała nas niezbyt miła niespodzianka, ponieważ akurat tego dnia miał miejsce strajk (ach, te Włochy!) i kursował tylko niezbędne linie. Ruszyliśmy więc drogą lądową, najszybszym sposobem przedostania się przez labirynt weneckich ulic było przejście handlową Strada Nuova. 

Zdecydowaliśmy się drogę do Werony pokonać pociągiem. Ruszając ze stacji kolejowej Venezia Santa Lucia opuściliśmy tę wodną krainę. Wenecja jest miastem koniecznie wartym do zobaczenia, szczególnie radzimy zwiedzać miejsca nie oblegane przez turystów, w nieturystycznych porach dnia i/lub roku.

Ostatnia ważna kwestia:
Weneckie domofony!
















Dalszy ciąg wyprawy:





Werona & Bergamo

7 komentarzy:

  1. Cudowne zdjęcia !!! Przepięknie !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszymy się, że się podobają :)

      Usuń
  2. rozważaliśmy dodanie Wenecji do letniej wycieczki... wygląda zachęcająco, jeśli pogoda będzie podobna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwiedzanie Wenecji ma wiele uroku także w deszczową pogodę (wieczór i połowę nocki "na bruku" włóczyliśmy się w deszczu i nie narzekamy:). Ponadto jeśli chcecie uniknąć tłumów polecamy godziny 4 - 6 rano ;) Może brzmi to zabójczo, ale warto zaszaleć!

      Usuń
  3. No i pospacerowałam po Wenecji nie wychodząc z domu :-) Dziękuję pozdrawiam i czekam na następną lekturę:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż w oku ciśnie się łza jak widzę te zdjęcia a w głowie budzi się zazdrość :) Na pewno przyda mi się w przyszłości wasz wpis jak odwiedzę wenecję ;-)

    OdpowiedzUsuń