sobota, 11 marca 2017

Dublin i okolice



Bywają czasem takie kierunki podróży, że ludzie po drodze dziwią się, że jedziemy tam aby zwiedzać. Na przykład stopując do Szkocji musieliśmy przekonywać większość naszych kierowców, że wcale nie chcemy tam pracować i że nawet byłoby nas stać na bilet, ale zwyczajnie lubimy autostop... 

Tym razem wybraliśmy się do Irlandii. Samolot pełen był rodaków, a z rozmów tam przeprowadzonych dowiedzieliśmy się co nieco o emigranckim życiu na obrzeżach Dublina. Bo tak często mieszkają Polacy, w blokach na przedmieściach, gdzie są całe polskie enklawy. Niektóre opowieści brzmiały dosyć strasznie (nie sądziliśmy, że narkotykowy problem jest tam aż tak... rozwinięty). Zarobki jednak robią swoje. Jedna z naszych rozmówczyń pracując od kilku lat w fast-foodzie (fakt, jednej z większych sieci) może sobie spokojnie pozwolić na podróże na inne kontynenty. A co z powrotem do Polski? Po jedenastu latach nie ma do czego wracać.
Z taką dawką informacji lądujemy na irlandzkiej ziemi. 


Czy byliście może ostatnimi czasy na Dworcu Zachodnim w Warszawie? Ile słyszeliście tam polskiego, a ile ukraińskiego i rosyjskiego? No właśnie :) To odwrotnej sytuacji, tyle że w polsko-angielskiej relacji można doświadczyć na lotnisku w Dublinie :)



Trafiliśmy na wyjątkowo ładną pogodę. W Irlandii klimat jest łagodny, ale słonecznie nie bywa tam za często. Witają nas dwujęzyczne napisy - irlandzkie i angielskie. Ale to raczej wyraz patriotyzmu niż względy praktyczne, większość Irlandczyków zna angielski lepiej od irlandzkiego. Przed lotniskiem witają nas znane z Wielkiej Brytanii piętrowe autobusy. Ten najtańszy nie jest łatwy do znalezienia, trzeba przejść przez budynek parkingu naprzeciwko terminala. Stamtąd odjeżdżają autobusy linii 41 kierunek Lower Abbey St. lub 16 kierunek Ballinteer. Bilety u kierowcy. Trzeba mieć odliczone 3,30 €.

Dublin jest miastem w sam raz (przynajmniej dla nas). Nie przytłacza wielkimi gmachami i nadaje się do zwiedzania na piechotę. Starego Miasta jako takiego tu nie ma, z zamierzchłych wieków ostało się kilka kościołów (dwie katedry: Christ Church i St. Patrick's Church), kawałek murów i zamek. Dublin tworzą głównie budowle z XVIII/XIX wieku, które też mają sporo uroku.




Ale ostatecznie to nie zabytki są tu najważniejsze! Obowiązkowa do odwiedzenia dzielnica Temple Bar to barowe serce miasta. Można tu odwiedzić najbardziej „klasyczne” irlandzkie puby. I wszędzie Guinness, którego zresztą w Dublinie produkują. Poza tym różnorodnych lokali z kuchnią z całego świata jest w stolicy Irlandii od groma.






Po libacjach alkoholowych warto zaczerpnąć świeżego powietrza. Przyjemnym parkiem w centrum jest St Stephen's Green. Natomiast Pheonix Park znajduje się na obrzeżach, ale spokojnie da się tam dotrzeć na piechotę. Ale uwaga! Park nie nadaje się do zbyt szybkiego zwiedzenia, jest ogromny, sporo tam boisk, więc jeśli się zawędruje w złą stronę, zobaczymy wprawdzie równo przycięte trawniki, ale poprzecinane siatkami i słupkami. Ładny zakątek znajdziemy na prawo od wjazdu do parku, nazywa się Peoples Garden. A przy okazji, w Irlandii już pod koniec grudnia kwitły żonkile. :)








No dobrze, ale co jeśli chcemy poczuć więcej przestrzeni? Z centrum Dublina można dojechać pociągiem do Howth, dawnej rybackiej wioski. Przejazd zajmuje około pół godziny. Szlaków na półwyspie jest kilka, my stwierdziliśmy, że przejdziemy się dookoła. Ścieżka wokół półwyspu świetnie nadaje się na spacery, tłumów nie ma, a widoki przepiękne! Jej długość to około 10 km, przy czym teren jest dosyć pagórkowaty. Raz idzie się po wydeptanej dróżce, czy też gdzieniegdzie chodniku, raz przecina się pole golfowe, raz osiedle, a raz mokradła, ponadto chętni mogą podejść do latarni, czy też zejść (byle nie zeskoczyć!) do morza - jest kilka łagodnych zejść.
Opisowych argumentów, że Dublin i okolice to świetne miejsce na dłuższy weekend już starczy, teraz jeszcze spory zastrzyk zdjęć :)


http://www.visitdublin.com/hooked-on-howth-dublin

















2 komentarze:

  1. Prawie jak w domu
    Fajne miejsce na krótki wypad dla relaksu. Parę wolnych dni, jakiś długi weekend i Irlandia jak znalazł

    OdpowiedzUsuń