czwartek, 4 lutego 2016

Konya – Ali (nie-Baba) i 24 latających derwiszów

Konya – z tym miastem początkowo nie wiązaliśmy większych nadziei. Jest to wielkie miasto i, według naszej mapy Turcji, nie mieliśmy tam znaleźć szczególnych atrakcji... W czasie poszukiwań noclegu na Couchsurfingu wiele osób pisało nam o jakimś festiwalu, który miał się odbywać akurat w dzień naszej wizyty w Konya. Z czasem dowiedziawszy się więcej na ten temat, skojarzyliśmy całą sytuację... To z Konyi wzięli się tańczący panowie w białych sukniach i doniczkach na głowach! A na poważnie... Zakon Wirujących Derwiszów.




Konya była i jest miastem dużym i ważnym. Poza tym to taka trochę turecka Częstochowa, kierunek pielgrzymek i ośrodek religijnego konserwatyzmu. Dotarliśmy tam po długim kawałku drogi autostopem i nie mieliśmy zbytnio sił na zwiedzanie. Krótko mówiąc mamy w Konya sporo starych (seldżuckich) budowli, ponieważ mieściła się tu stolica Sułtanatu Rumu. Nas jednak interesowało przede wszystkim Centrum Kultury Mevlana, a to raczej na obrzeżach śródmieścia. Nie było łatwo... Pierwszym sukcesem było dojście do Muzeum Mevlana. Ogrodzony kompleks był niegdyś siedzibą zakonu derwiszów. Robi wrażenie, jednak nie tam miał się odbyć ten pokaz. Po zapytaniu 10 Turków i otrzymaniu 10 różnych odpowiedzi w końcu cudem znaleźliśmy centrum kultury;) Okazało się być dużym, ale zupełnie nowoczesnym budynkiem. Rozglądając się za jakimś kierunkiem, gdzie moglibyśmy się udać, zaczepił nas pewien pan zapraszając na wykład po angielsku i wręczając ulotkę. Sytuacja na tyle dziwna, ponieważ ów jegomość był w stanie po angielsku powiedzieć tylko, że mamy iść za nim i nie wyciągnęliśmy od niego żadnych szczegółów... Trafiliśmy do biblioteki. Z czasem zaszło tam parę osób, zjawił w końcu profesor, który już umiał się posługiwać angielskim. Miał nam opowiedzieć o filozofii tańczących derwiszów. Założycielem tego zgromadzenia był mistyk i poeta Rumi, który dotarł do miasta Konya w XIII wieku. Taniec ten miał być początkowo rodzajem modlitewnego transu. Każdy element ceremonii jest przemyślany i posiada swoje znaczenie symboliczne. Tak jak nakrycie głowy oznaczające kamień nagrobny... Profesor zastrzegł również, że to nie „show” i nie należy pod żadnym pozorem klaskać.

Wszystkich gości wykładu zaprowadzono na salę. Zaczęła grać muzyka. Ceremonia zaczynała się powoli. Derwisze, wchodząc po kolei na scenę poruszali się małymi krokami. Po modlitwie następowały rytualne pozdrowienia. W końcu, po zrzuceniu czarnych płaszczy, zaczęli ruszać w wirowy taniec. To oczywiście również odbyło się miarowo i po kolei, każdy z nich kłaniał się przed muftim otrzymując błogosławieństwo. Zaczynali ze skrzyżowanymi na piersi rękoma, rozkładając je powoli w miarę obracania się wokół sceny.

Początek ceremonii


Po otrzymaniu błogosławieństwa derwisze mogą ruszyć w tan.

Podczas wirowania prawa dłoń ułożona jest wierzchem do góry, lewa do dołu - derwisz w ten sposób staje się mediatorem - pobiera boską energię i oddaje ją ziemi. 



A Ali? Spotkaliśmy się z nim dopiero wieczorem i pomimo że dane nam było spędzić razem z nim i jego znajomymi zaledwie jeden wieczór, był to wieczór niezapomniany :). Ali okazał się świetnym muzykiem (poza tym, że jest programistą) i generalnie kolejną osobą, która utwierdziła nas w przekonaniu, że Couchsurfing to najlepszy sposób na podróżowanie!




























Na koniec jeszcze informacja praktyczna :)
Zarówno wykład, jak i ceremonia, w których uczestniczyliśmy w Centrum Kultury Mevlana organizowane są co tydzień (w sobotę) zupełnie za darmo.


Następny etap wyprawy:





Antalya






Poprzedni etap wyprawy:






Kapadocja

1 komentarz:

  1. Chciałabym bardzo taki pokaz zobaczyć, będąc ostatnio króciutko w Stambule szukałam miejsca, w którym byłoby to możliwe, ale ceny były zabójcze - to takie typowe pokazy dla turystów.. Wygląda na to, że do Turcji wybrać się kiedyś trzeba na dłużej ;)

    OdpowiedzUsuń